O co tyle krzyku?!


Witajcie kochani,

Jakiś czas temu było wielkie bum na Instagramie i blogach a dokładnie - rozchodziło się o peeling kawowy do ciała marki BodyBoom. Nie ukrywam że i ja byłam zainteresowana co to za kawowe cudo. Zużyłam wszystkie moje peelingi i skusiłam się na Gwiazdę dzisiejszego postu.
Jest kilka wersji zapachowych np. kokos, grejpfrut, mango, banan, mięta oraz truskawka. Ja wybrałam truskawkę, pomyślałam że na lato to odpowiedni zapach. Niestety nie była to dobra decyzja bo truskawka jest tak intensywna, sztuczna że nie potrafię tego zapachu znieść. Producent chyba przy dozowaniu zapachu upuścił flakon z aromatem i przedobrzył ;) Nie wiem jak pachną inne peelingi od nich ale mój zapach jest okropny. No ale cóż bywa, prawda? Nie każdemu każdy zapach musi odpowiadać. Co dalej? Peeling otrzymujemy w torebce która jest na zatrzask. Dla mnie takie rozwiązanie jest mało praktyczne gdyż produktu nie mogę trzymać pod prysznicem bo się boję że ta torebka mi przemoknie i tyle z mojej przyjemności za nie małe pieniądze. A nie chcę go trzymać w np. szafce w łazience gdyż zwyczajnie na opakowaniu są resztki peelingu które brudzą i się osypują. Nie chcę sprzątać szafek za każdym razem gdy używam peelingu :)

Lećmy dalej. Konsystencja produktu bardzo przyjemna, wygodnie się rozprowadza po ciele. Niewielka ilość nam wystarcza by rozprowadzić na udach czy pupie - bo na tych partiach ciała się skupiam przy użyciu kosmetyku. Po użyciu skóra jest gładka i przyjemna w dotyku ale to nam akurat zapewni każdy peeling nawet ten najtańszy. Peeling pozostawia tłustą warstwę na skórze a ja tego nie lubię. Nie zauważyłam żeby skóra była napięta czy jędrniejsza. Ludzie nie czarujmy się tylko zdrowa dieta i sport zapewni nam ładne i jędrne ciało bez cellulitu. Nie ma kosmetycznych cudów a producent obiecuje gruszki na wierzbie bez żadnych badań a przynajmniej takowych nie znalazłam na jego stronie internetowej.
Podsumowując - dobry marketing to podstawa. Kolorowe opakowania przyjemne dla oka, nadanie "MU" cech ludzkich/męskich. Do tego producent rozrzucił parę gratisów wśród Blogerek i tak mu się interes kręci. Ktoś na kawie robi dobrą kasę :) I jasne gratki za dobry pomysł na siebie ale nie rozumiem tych ochów i achów dziewczyn. Żadna filozofia kupić sobie kawę, zaparzyć, przełożyć do słoika a do tego rzucić kilka kropel oleju arganowego, kokosowego, makadamia do tego kilka kropel wit. E i brązowy cukier. I mamy tyle peelingu ile nam się zapragnie :)
Nie wrócę do kosmetyku na pewno, zużyję do końca bo nie wyrzucam pieniędzy do kosza i szczerze mówiąc nie polecam Wam go. Za te pieniążki 65 zł za 200 gram kupicie sobie inny peeling albo produkty dzięki którym same wykonacie peeling w domu.

Pozdrawiam i cudownego tygodnia Wam życzę.
A.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj,
Dziękuję za komentarz. Jestem bardzo zadowolona że poświęcasz swój czas aby zerknąć na mojego bloga.
Pozdrawiam i życzę udanego dnia,
Ania