Origins


Hejo hej kochani,


Zabieram się za pisanie postu o dwóch kosmetykach które już są ze mną od jakiegoś czasu a jeszcze się nie doczekały recenzji na swój temat. Zbierałam się do tej recenzji i zeszło mi trochę ale to dlatego że dokładnie chciałam poznać te dwa kosmetyki. A o czym mowa? A no właśnie... Popiszemy sobie dziś o oczyszczającej pory masce do twarzy Origins oraz o bazie pod maseczki Maskimizer Origins. Oba kosmetyki kupiłam ze względu na pozytywne opinie w sieci i też w tym czasie skończyły mi się wszystkie maski i miałam okazję by znaleźć coś nowego.

Tak więc zacznę może od maski która ma bardzo ciekawy skład bo zawiera węgiel drzewny, białą chińską glinkę oraz lecytynę. Maska ta jest ciemnego koloru prawie czarnego, jest gęsta ale nie na tyle by się miało problem z rozprowadzeniem, wręcz przeciwnie - bardzo wygodna aplikacja nawet paluchami. Ma specyficzny ale znośny zapach. Twarz po aplikacji jest oczyszczona, świeża i przyjemna w dotyku. Przy regularnym stosowaniu radzi sobie z porami. Jestem z niej zadowolona ale ma jeden minus mianowicie ciężko się ją zmywa... Ale czasem warto się trochę dłużej pomęczyć by uzyskać zadowalający efekt, prawda? :)
Producent zdaje sobie sprawę z tego że maska się opornie zmywa więc wyszedł nam na przeciw i aby nam pomóc wydał na Świat właśnie wyżej wspomniany Maskimizer czyli bazę pod maski. Kosmetyk ten ma za zadanie przygotować nam cerę na nałożenie maski, nawilżyć ją oraz zmiękczyć aby spotęgować działanie maski. Pomaga nam też w rozprowadzaniu maski oraz teoretycznie łatwiej nam się ją zmywa. Jak z wszystkim się zgadzam bo rzeczywiście produkt nas nawilża i ładnie przygotowuje cerę na nałożenie maski tak niestety ale nie widzę różnicy przy zmywaniu maski. Czy to z bazą czy bez bazy maska w/w schodzi tak samo.
Aplikacja jest banalna, na oczyszczoną i osuszoną twarz rozpylamy Maskimizer po czym nakładamy maski. Baza ta nadaje się pod glinki i inne maski oczyszczające.
Uwaga - po rozpyleniu maskimizera cera może nas odrobinę piec ale nie martwcie się to normalne. Zawsze mnie odrobinę piecze i z tego co czytałam dzieje się tak u większej liczby dziewczyn. Nic nie szkodzi - wytrzymacie :)

A jak cenowo wygląda sprawa? Otóż maskę kupiłam za 99 zł 100 ml produktu a maskimizer 75 zł za 95 ml produktu. Oba kosmetyki znajdziecie np. w Sephora. Maska jest też dostępna w cenie 59 zł za 50 ml produktu.
Czy możecie używać maski bez bazy? Oczywiście :) Śmiało kupujcie z bazą czy bez a będziecie zadowolone tak samo jak ja!
 Czy wrócę do kosmetyków? Po głębszej analizie myślę że wrócę ale tylko do maski. Maskimizer nie jest moim must have. Obejdę się bez niego ale ciesze się że mogę go teraz używać. 

Poluję teraz na maskę Original Skin Retexturing Mask with Rose Clay. Chyba sobie sprezentuje ją na urodziny :) 

Znacie w/w produkty? Możecie mi coś o nich napisać? Jestem bardzo ciekawa Waszego zdania.

Ps. Pamiętajcie że jestem na Instagramie KLIK

Cudownego popołudnia,
A.

DIORSHOW ICONIC OVERCURL

Witajcie kochani,

Właśnie zapaliłam w całym salonie mnóstwo świeczek i zaparzyłam herbaty na poprawę nastroju. Pogoda jest tak przygnębiająca że gdyby nie to że muszę napisać Wam dzisiejszy post to poszłabym spać! Jest strasznie ... zimno, pada i do tego jakaś dziwna mgła. Nic tylko siąść i płakać...
Dobrze że mam o czym dziś pisać i nie muszę oglądać co się dzieje za oknem.

Przychodzę do Was dziś z postem na temat tuszu do rzęs. Sama bym go nigdy nie kupiła ale pod namową koleżanki się zdecydowałam. Raczej nie inwestuje w drogie kosmetyki do makijażu oczu ale tym razem zaszalałam. Szczerze mówiąc wolę zapłacić więcej za kosmetyki do pielęgnacji mojej cery. No ale kupiłam i przychodzę do Was z moją opinią na jego temat.

Tusz do rzęs DIORSHOW ICONIC OVERCURL ma za zadanie ekstremalnie powiększyć i podkręcić nasze rzęsy i rzeczywiście taki daje efekt. Już po pierwszym przeciągnięciu szczoteczką efekt jest powalający i robi wrażenie. Taki efekt uzyskujemy też dzięki zakrzywionej szczoteczce która ładnie nam te rzęsy podkręca przy czym ich nie skleja i ładnie rozczesuje.


Właściwie nie ma się co rozpisywać jakoś szczególnie nad tym produktem gdyż w 100% spełnia nasze oczekiwania i to co producent obiecuje. Opakowanie jest eleganckie, wygodne i póki co nic mi się z nim nie dzieje. Musimy uważać bo czasem wydostaje się na końcówce szczotki za dużo tuszu ale spokojnie go z powrotem wepchniemy do opakowania. Z tuszu jestem naprawdę zadowolona ale raczej go już nie kupię z racji ceny. Koszt takiego tuszu to 159 zł. Nawiasem mówiąc podobny efekt uzyskuje z tuszem Maybelline Volum Express Lift Up pogrubiający i unoszący rzęsy a jego cena to jakieś 22 zł.
Wracając jeszcze do tuszu od Dior to warto zaznaczyć że tusz utrzymuje się przez cały dzień, nie osypuje się i czasem jak się zapomnę i potrę oko to tusz spokojnie zostaje na swoim miejscu. Tak więc plus :) Jestem z niego naprawdę zadowolona i szczerze Wam go mogę polecić :)
Czasem warto zaszaleć, prawda? :)

Trzymajcie się cieplutko i uważajcie na siebie :)
A.

ORGANIQUE


Witajcie kochani,

Ja dziś od rana w cudownym humorze :) Sypło u nas w końcu śniegiem i mamy biały, świeży puch! :) Bardzo przyjemny widok :) Zrobiło się jaśniej i milej. Przedtem było smutno i ponuro a w dodatku padał deszcz.
Właśnie zrobiłam sobie kawkę i wpadam do Was z nowym balsamem do ciała. Mam go od jakiegoś czasu ale dopiero zaczęłam używać. Czekał na swoją kolej gdyż trzymam się swojego postanowienia i otwieram nowy kosmetyk dopiero wtedy gdy stary skończę. Póki co świetnie mi idzie.

Balsam do ciała z masłem shea od ORGANIQUE zaczęłam używać dwa tygodnie temu. Używam go dzień w dzień. Kosmetyk ten jest w ładnym, schludnym opakowaniu na zakręcanie. W swoim składzie zawiera olej z pestek winogron, masło Shea, olej awokado i sojowy, wosk pszczeli. Skład bardzo ciekawy - na duży plus. Oczywiście balsam ten jest naturalny. Ma bardzo intensywny, przyjemny zapach truskawki i guavy. Zapach jest dość słodki więc nie każdemu przypadnie do gustu. Ja mam problem z zapachami ale ten jest dla mnie jeszcze znośny. Zapach ten długo utrzymuje się na ciele więc to kolejny, duży plus.
Nakładam go codziennie po prysznicu. Konsystencja jest dość ciekawa bo twarda i zbita. Nabieramy odrobinę na dłoń, masujemy w dłoniach i nakładamy na daną partię ciała. Pierwszy raz spotkałam się z taką konsystencją balsamu.

Balsam ten ogromnie mnie zaskoczył. Dlaczego? Otóż używałam już sporo kosmetyków z masłem Shea ale żaden mnie tak dobrze nie nawilżał jak ten i żaden nie sprawiał że moja skóra była aż tak gładka jak po tym balsamie. Wyobraźcie sobie że codziennie rano gdy zdejmuję piżamę a ubieram się do pracy moje ciało jest nadal dobrze nawilżone, balsam czuć a skóra jest mega delikatna i przyjemna w dotyku. Jestem pozytywnie zaskoczona. Gdy skończy mi się ten balsam na pewno kupię nowy.
Producent w opisie zaznacza że balsam jest do skóry suchej, szorstkiej i podrażnionej. Z tym że do suchej oczywiście się zgadzam ale do podrażnionej nie. Balsam jest zbyt zbity i szorstki żeby go nakładać bezpośrednio na podrażnioną skórę np. po opalaniu.
Balsam kupicie przez internet na stronie producenta lub w punktach sprzedaży ( na stronie jest napisane gdzie taki punkt znajdziecie). Koszt mojego balsamu 100 ml to 34,90 zł. Cena nie jest powalająca ale efekt balsamu tak. Zdecydowanie Wam polecam. Jest to już któryś z kolei kosmetyk od marki ORGANIQUE i jeszcze nigdy się nie zawiodłam tak więc super !! :)

Znacie ten balsam? Co o nim sądzicie? Zapraszam do komentowania i życzę Wam cudownego dnia :)
A.

BANDI Krem do twarzy

Witajcie kochani,

Jak Wam mija tydzień? Mamy już czwartek a to już prawie weekend ;) Korzystając z wolnego wieczoru wpadam do Was z nowym postem, w którym znajdziecie informacje o kremie którego Wam szczerze polecam. A dlaczego? Dowiecie się czytając dalej.
O marce BANDI pisałam Wam już kilka razy. Miałam już od nich dwa kremy do twarzy - znajdziecie całą recenzję o nich tutaj oraz tutaj.
Miałam również tonik do twarzy do którego ostatnimi czasy cały czas wracam - przeczytacie o nim tutaj. Markę BANDI bardzo lubię i za każdym razem będąc w Polsce coś sobie od nich kupuję.

Tak też było i tym razem. Kupiłam krem do twarzy z algami morskimi. Krem jest w ładnej, przejrzystej buteleczce z pompką. Z tego co się orientuje wszystkie kremy marki BANDI mają taką pompkę. Jest to mega wygodne i higieniczne a do tego widzimy ile nam zostało jeszcze produktu bo buteleczki nieco prześwitują swoją zawartość. Naprawdę ogromny plus za to. Za krem zapłaciłam 26 zł - 30 ml produktu, kupiłam go w HEBE.
Kosmetyk ten stosuję od 2 tygodni. Zazwyczaj w dni kiedy nie mam na sobie makijażu lub nakładam go wieczorami. Na etykiecie pisze że możemy go nakładać rano jak i wieczorem. Producent zapewnia nas że krem ma za zadanie : "stymuluje regenerację komórek, utrzymuje właściwy poziom nawilżenia skóry, zmniejsza uczucie ściągania skóry, lekka, szybko wchłaniająca się formuła oraz zawiera witaminy z grupy B oraz proteiny i minerały".

Z tego co obiecuje nam producent to z moich obserwacji wynika że, krem nas bardzo ładnie nawilża, szybko się wchłania, wręcz błyskawicznie i faktycznie uczucie ściągniętej skóry znika. Aplikacja jest prosta, krem ładnie się rozprowadza a zapach jest bardzo przyjemny. Powiem Wam że jak z poprzedniego kremu nie byłam do końca zadowolona to z tego jestem bardzo. Przyjemnie mi się go używa i chętnie do niego wrócę. Sprawdzi się świetnie pod makijaż oraz u osób z cerą wrażliwą, delikatną. Ładnie nas nawilży i nie zapcha :) W składzie zawiera między innymi alantoinę, algi, elastynę oraz kolagen. Moja skóra jest po nim ładnie nawilżona, delikatna w dotyku i czuję komfort przez długi czas na twarzy. Będzie to mój ulubieniec. Krem się sprawdzi też latem bo nie jest ciężki.


Dokładny skład kremu :
Aqua/Water, Cetearyl Alcohol, Paraffinum Liquidum, Caprylic/Capric Triglyceride, Dimethicone, Ethylhexyl Stearate, Petrolatum, Glycerin, Propylene Glycol, Ceteareth-20, Laminaria Hyperborea Extract, Soluble Collagen, Hydrolyzed Elastin, Allantoin, Butylene Glycol, Triethanolamine, Carbomer, Parfum/Fragrance, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Propylparaben, Methylparaben, Limonene, Linalool

Przyjemny krem i chętnie do niego wrócę a Wam polecam z całego serca :)
Dajcie znać czy go znacie? Może miałyście? Jakie jest Wasze zdanie na jego temat? :) Jestem ciekawa.
Miłego wieczoru!
Trzymajcie się cieplutko.
A.