Przyjemniaczki

Witajcie kochani,

Zabieram się za pisanie bo trochę się u mnie nazbierało kosmetyków o których warto napisać.
Jak zawsze w "Przyjemniaczkach" znajdziecie kosmetyki warte polecenia lub takie które były dobre ale nie powaliły na kolana. Tak więc zaczynam. Kolejność opisywanych kosmetyków jest przypadkowa.
Od nowego roku postanowiłam sobie że częściej będę malować paznokcie więc sięgnęłam jak zawsze po lakiery do paznokci od Loreal. Mam tylko z tej marki lakiery i chwalę sobie bardzo. W miesiącu styczniu używałam odcienia 404 - jest to odcień brudnej czerwieni? Coś w tych klimatach. A następnie sięgałam po 895 to taka jakby czerwień wchodząca w latex - tak nawet pisze na buteleczce (Latex effect) oraz na palec serdeczny nakładałam 892 (Spiky effect) ładny odcień granatu-czerni i do tego brokat. Już Wam kiedyś pisałam że lakiery od Loreal są wydajne, długo utrzymują się na pazurkach i są w przystępnej cenie.
Do pielęgnacji włosów w miesiącu grudzień/styczeń używałam szamponu od Pantene Pro-V, ochrona przed wypadaniem włosów. Szampon jest bardzo wydajny, ładnie pachnie, super się pieni i zostawia moje włosy delikatne, błyszczące, dobrze się rozczesują i ładnie pachną. Często do niego wracam i pisałam o nim również w ostatnich "Przyjemniaczkach" KLIK. Kolejny szampon który mi towarzyszył to BIOVAX Gold - intensywnie regenerujący szampon argan i złoto. Co do tego szamponu to właśnie ten produkt który wzbudza u mnie mieszane odczucia gdyż z jednej strony nic złego mi nie zrobił bo faktycznie wygładza moje włosy a dodatkowo włosy po nim są błyszczące i gładkie w dotyku ale zaś z drugiej strony szampon plącze mi włosy i ciężko mi je po nim rozczesać. Dodatkowo nie podoba mi się jego zapach i to że kiepsko się pieni. Generalnie produkt O.K. ale już do niego nie wrócę.
Następny kosmetyk to lekka maska odżywcza od Pantene Pro-V. Produkt jest jak dla mnie genialny. Jest to już kolejne opakowanie i póki co będzie u mnie gościł bardzo często. Po pierwsze to jedna póki co odżywka/maska po której moje włosy tak długo pachną, po drugie włosy się świetnie rozczesują i ładnie są wygładzone. Bardzo sobie chwalę ten kosmetyk i bardzo się lubimy. Także polecam Wam :)
Ostatni produkt w kategorii kosmetyków do włosów to szampon intensywnie nawilżający od ARTEGO. I tak jak w przypadku szamponu od BIOVAX tak i w tym przypadku mam mieszane odczucia. Teoretycznie kosmetyk dobry ale jednak nie odpowiadał mi jego zapach, kiepskie pienienie się i plątanie włosów. Dokładnie jak w przypadku szamponu Biovax. Oba te szampony mają w składzie olej arganowy i wychodzi na to że moje włosy nie lubią tego oleju w szamponie. Czasem sobie nakładam na włosy zwykły olej arganowy i jest ok, a w szamponie widocznie nie mogę mieć.
Szampon kosztuje 37 zł za 250 ml produktu. Gdybym miała wybierać to wole ten od Pantene raz że lepszy a dwa tańszy ;)
Tyle jeśli chodzi o kosmetyki do włosów. Kolejne produkty to dwa żele pod prysznic z Nivea które bardzo lubię wręcz uwielbiam i pisałam już nie raz że żele pod prysznic od Nivea to dobre kosmetyki warte polecenia. Często o nich piszę w przyjemniaczkach więc nie będę się dziś o nich rozpisywać.
Do wypróbowania dostałam Nivea Slik mousse - piankę pod prysznic do ciała. Coś innego, coś nowego. Miła odskocznia od zwykłych żeli, spełnia swoje zadanie i w dodatku ładnie nawilża skórę. Także jestem zadowolona i myślę że kupię pełnowymiarowy produkt. Trzeci z kosmetyków do ciała w dzisiejszym poście to Peeling owocowe SPA do ciała, kuracja ujędrniająca Slim No Limit. Peeling cukrowy o przepięknym owocowym zapachu, który chętnie by się zjadło. Bardzo dobry peeling który super złuszcza martwy naskórek. Skóra ciała jest gładka i delikatna w dotyku. Aplikacja jest bardzo prosta i przyjemna. Jest do mój drugi peeling z tej serii i jestem zadowolona. Produkt jest wydajny i w przystępnej cenie bo coś ok 12 zł za 200 ml. Także polecam ;)
Następny produkt to miniatura żelu pod prysznic od Loccitane, Verbena Shower Gel. I napisze tak - zapach genialny! Cytrusowy, świeży, orzeźwiający i pobudzający. Minus taki że żel jest mało pieniący się a to dla mnie problem bo ja lubię dużo piany :) do tego cena żelu jest przerażająca bo 250 ml kosztuje 65 zł. Dla mnie to przesada. Miło że mogłam wypróbować próbkę ale nie kupię pełnowymiarowego produktu choćby z racji ceny.
Jeśli chodzi o ciałko to zostaje jeszcze antyperspirant Rexona który znajduje się w każdych przyjemniaczkach więc co tu dużo pisać - super ! :)

I ostatnie już kosmetyki to produkty do pielęgnacji twarzy. Zacznijmy od oczyszczania czyli żel do mycia twarzy od CLARINS z ekstraktem z pomarańczy. Miałam już od nich żel do myci twarzy o którym pisałam Wam tutaj KLIK. Żel ma przyjemny, orzeźwiający zapach i nadaje się do mycia twarzy rano i wieczorem. Radzi sobie z resztkami makijażu. Ma w składzie malutkie drobinki które nas delikatnie peelingują. Przyjemny produkt wart polecenia. Nie powalił mnie na łopatki jakoś szczególnie ale myślę że jeszcze po niego sięgnę. Na zdjęciu widzicie próbkę tzn. 30 ml produktu. Dostałam go w zestawie kosmetyków (Zdjęcie na Instagramie) Mimo że to 30 ml to produkt mi starczył na dość trochę gdyż jest mega wydajny. Dobry przyjemniaczek ;)
Jeśli już jesteśmy przy oczyszczaniu to słów kilka o maskach z Ziaja. Maska oczyszczająca z glinką szarą. Produkt mamy w jednorazowych saszetkach. Maskę nakładamy na oczyszczoną, suchą twarz i czekamy 10-15 minut a nawet i 30. Moja skóra bardzo lubi te maski. Jest po nich oczyszczona, promienna i ładnie wygląda. Lubię efekt po zastosowaniu tych masek. Sięgam po nie lata, dosłownie lata. Już jako nastolatka je stosowałam. Szczerze polecam! :) Kolejny produkt też od Ziaja to krem mikrozłuszczający z kwasem migdałowym na noc. Pisałam Wam o nim w ostatnich przyjemniaczkach KLIK. Pisałam wtedy że mam mieszane uczucia i że to krem tak 50% na 50%. Dałam mu jeszcze jedną szansę, kupiłam jeszcze jedno opakowanie i nic się nie zmieniło. Tak więc kosmetyk można polecić bo radzi sobie z porami.
I ostatni już produkt który jest już u mnie bardzo długo to krem BB od GARNIER. Mimo że na rynku jest masa kremów BB, CC i nie wiem co tam jeszcze wymyślili to ja jestem póki co wierna właśnie temu. Obiecałam sobie jednak że jak skończę moje zapasy to kupię coś innego, nowego z serii kremów BB. Pisałam Wam o nim pełną recenzję w poście z roku 2013 :D :D I uwierzcie nic się od tego czasu nie zmieniło. Nadal go bardzo lubię :D :D Tutaj link KLIK.


To by było na tyle jeśli chodzi o "Przyjemniaczki" z grudnia i stycznia. Jak widzicie dużo produktów się u mnie powtarza gdyż wychodzę z założenia że jeśli mi coś służy to dlaczego to zmieniać? :)
Trzymajcie się ciepło i życzę Wam cudownego tygodnia :) 

Maska MIQURA

Witajcie kochani,

Od dłuższego czasu w sieci, na blogach i Instagramie aż huczy od kosmetyków azjatyckich. Wstyd się przyznać ale jeszcze nic nie miałam z tego rodzaju kosmetyków. Zwyczajnie nie mam potrzeby. Może kiedyś? Kto wie ;)
Ostatnio jednak otrzymałam bardzo ciekawą maskę do twarzy. Produkt jest dla mnie nowością bo raz że nigdy go nie miałam a dwa nigdy nie miałam maski do twarzy o takiej konsystencji i sposobie zdejmowania. Otóż ... maska do twarzy MIQURA GOLDEN MODELING MASK jest bardzo ciekawym specyfikiem.


Maseczkę dostajemy w dwóch opakowaniach. W jednym znajduje się suchy proszek a w drugim coś co przypomina trochę żel a trochę wodę. Oba woreczki wsypujemy/wlewamy do miseczki i mieszamy. Następnie otrzymujemy papkę, która jest dość ciągnąca się i nakładamy na twarz. Przyda nam się pędzelek gdyż palcem będzie niewygodnie... Sam sposób nakładania przy pomocy pędzelka jest przyjemny i łatwy. Maska ma delikatny zapach drożdży.


Taką papkę mamy na twarzy 15-30 minut po czym przechodzimy do zrywania. Tak - do zrywania. Na twarzy mamy gumę (tak wygląda maska po zastygnięciu) i trzeba tą gumę zerwać. Sprawa o tyle nie jest prosta bo ja nałożyłam maskę też na brwi i boki twarzy na których mam włosy ....Maska ze skóry zrywa się łatwo i szybko ale miejsca z włosami były bardzo bolesne więc stwierdziłam że lepiej to zmyć. Tak też zrobiłam. Jakie były efekty maski? Producent nas zapewnia że maska wygładzi naszą cerę a w składzie ma kolagen i azjatyckie składniki które zapewnią nam blask oraz młodszy wygląd. Jakie są moje odczucia? Maska była dla mnie nowością więc było to coś ciekawego, zmywanie czy raczej zrywanie maski absolutnie mi się nie podobało... a moja skóra rzeczywiście była gładsza. Taka maska to koszt ok 65 zł. Myślę że to stanowczo za dużo na jednorazową przyjemność. Chociaż trochę mnie to zrywanie bolało więc nie wiem czy do końca to była taka przyjemność. W każdym razie taką maskę miałam, przetestowałam a jak będę miała jeszcze raz to podaruje ją komuś ;)

Raczej produkt nie jest dostępny w Polsce ale jeśli ktoś z Was się z nią spotkał to dajcie znać bo jestem ciekawa Waszego zdania na jej temat ;)
Trzymajcie się ciepło i życzę Wam udanego wieczoru oraz udanego tygodnia :)
A.

Czy w końcu się przekonałam?


Witajcie kochani,

Mam mega ciężki tydzień a dzisiejszy dzień nie zna litości! W końcu siadłam pod kocem i piję gorącą herbatę. Mam chwilę dla siebie więc korzystam z tego i wpadam na blog. Muszę Wam o czymś ciekawym napisać.

Jakiś czas temu właściwie dość spory czas temu wpadła moda i zrobiło się głośno na temat suchych szamponów. Bardzo sceptycznie do tego podeszłam gdyż uważałam i nadal uważam że podstawą są umyte i pachnące włosy. Nie wyobrażam sobie wyjść z domu w tłustych i potarganych włosach.
Będąc w Polsce na Świętach miałam naprawdę dużo spraw na głowie. Latałam od rana do nocy i cały czas coś załatwiałam albo się z kimś spotykałam. Do tego kawka i wielogodzinne rozmowy z mamą.
Czasu ledwo mi starczało by wziąć prysznic a co dopiero pielęgnować moje włosy.
Przed wyjazdem gdy się pakowałam włożyłam do kosmetyczki suchy szampon. Tak "z głupoty" a może akurat. I uwierzcie mi że to był strzał w dziesiątkę! Ten szampon w Polsce był moim nierozłącznym towarzyszem. Nie spodziewałam się że da mi taki efekt w zaledwie kilka sekund!
Szampon ten zjawił się u mnie przypadkiem, dostałam go i tak leżał. W końcu znalazł swoje zastosowanie i uwierzcie mi lubię go bardzo.

Suchy szampon marki Maria Nila. Sama marka nie wiem czy będzie Wam znana. W każdym razie to szwedzka marka która ma w swoim asortymencie produkty do pielęgnacji i stylizacji włosów a produkty są wegańskie i nie są testowane na zwierzętach. Opakowania są przyjazne środowisku. 
Kosmetyk jest bardzo wydajny. Wystarczy kilka psiknięć by mieć piękne i "umyte" włosy.
Po aplikacji włosy wyglądają na świeże, zadbane i bardzo dobrze się je układa. Nie są w żaden sposób sklejone czy obciążone. Naprawdę świetny produkt :) Nie wiedziałam że mogę być tak zadowolona z suchego szamponu :D :D Bardzo się lubimy i czasem po niego sięgam.
Przesyłam Wam adres strony producenta żebyście się zaznajomili z ich kosmetykami bo może będziecie mieć okazję sobie coś kupić. Za szampon w opakowaniu 100 ml zapłacimy ok 60 zł. 

A Wy używacie suchych szamponów? Jaki jest Was faworyt? Jestem ciekawa :)

Pozdrawiam Was i życzę dalszego, udanego tygodnia :)
A.

Clarins


Witajcie kochani,

Dziś przychodzę do Was  z kremem który otrzymałam razem z innymi kosmetykami od mojego narzeczonego na Mikołaja. Był to zestaw kosmetyków CLARINS a w skład wchodziła kosmetyczka, krem na dzień oraz dwie miniatury kremu na noc o którym Wam dziś napiszę oraz żel do mycia twarzy.

Z marką CLARINS mam już styczność od jakiegoś czasu i jeszcze nie trafiłam u nich na bubla. Raczej na średniawki lub kosmetyki genialne czy bardzo dobre. W przypadku kremu na noc który gości dziś na blogu jest to moje odkrycie roku 2016 i zaraz jak mi się skończy to kupuję pełnowymiarowy produkt. Mowa o Multi-Active Nuit przeciwzmarszczkowy krem na noc dla skóry mieszanej lub normalnej. Krem ten jest przeznaczony dla kobiet po 30stym roku życia gdy pojawiają się nam pierwsze oznaki starości. W swoim składzie zawiera wyciąg roślinny z dzikiego ostu oraz ekstrakt z maku organicznego. Oba te składniki mają za zadanie zrewitalizować, nawilżyć i wygładzić naszą skórę twarzy oraz sprawić że wygląda na wypoczętą, zadbaną i wygładzoną. 
Nakładam krem na oczyszczoną skórę twarzy codziennie wieczorem. Kosmetyk ten wygodnie się aplikuje. Ma konsystencję po prostu kremu ;). Szybko i dokładnie się wchłania nie pozostawiając żadnej lepkiej powłoki i tu zaznaczę że to dla mnie ogromny plus. Ma delikatny zapach, ciężko mi określić ale jest znośny a właściwie przyjemny... i po chwili się ulatnia. Mimo że mam miniaturę tego produktu a dokładnie 15 ml to krem mam już prawie miesiąc. Krem jest bardzo wydajny.

Pełnowymiarowy produkt jest dość drogi bo za 50 ml płacimy 299 zł (Sephora) ale myślę że warto zainwestować gdyż krem jest wart swojej ceny. Widzę że moja skóra bardzo go polubiła. Jest dokładnie nawilżona, wygładzona i ma ładny, promienny wygląd. Jestem z niego naprawdę zadowolona! I na pewno go kupię ponownie :) Wam również polecam! A może go znacie? I możecie mi o nim coś napisać? Czekam, chętnie poczytam :)

Cudownego popołudnia! :)
A.

Tusze warte polecenia


Witam Was w niedzielny wieczór. Zrobiłam sobie kisiel i zasiadam do pisania :)
Dziś post na temat dwóch tuszy które mam przyjemność testować od miesiąca. Tuszy używam na przemian i z obu się bardzo cieszę.
Zacznę może od maskary Roller Lash Mascara od Benefit Cosmetics. Jak go otrzymałam to sceptycznie na niego patrzyłam bo tusz ten ma silikonową szczoteczkę a ja za nimi niestety nie przepadam. Leżał więc w szafce i czekał i czekał na swoją kolej. Doczekał się w końcu i jestem z niego naprawdę bardzo zadowolona. Szczoteczka okazała się łatwa w użyciu i z łatwością się dogadujemy. Powiem Wam że już dawno żaden tusz nie zrobił na mnie takiego wrażenia. Czerń jest bardzo ładna, intensywna, genialna aplikacja produktu za pomocą szczoteczki, tusz się utrzymuje na rzęsach cały dzień i nie kruszy się. Szczoteczka pięknie podkręca rzęsy więc śmiało możecie wyrzucić zalotki ;)  Rzęsy po aplikacji wyglądają naprawdę pięknie. Każda rzęsa ładnie rozczesana, oddzielona i wszystkie ładnie podkręcone. Dodatkowy plus za to że w składzie tuszu znajdziemy prowitaminę B5 oraz serynę. Maskarę znajdziecie w internecie oraz w Sephora w cenie 55 zł za 4 g produktu oraz 135zł za 8,5 g. Teoretycznie dość sporo za tusz ale naprawdę warto zainwestować bo tusz ten jest też bardzo wydajny. No cóż Wam mogę kobitki napisać ? Produkt jest jak dla mnie GENIALNY i polecam :)  


Kolejny tusz który jest również wart polecenia to All Day Long Lash Mascara od ISADORA. Tak jak i w przypadku Roller Lash tak i w tym przypadku mamy sylikonową szczoteczkę. I tak samo nie byłam przekonana jak wcześniej ... i tak samo zmieniłam zdanie jak wcześniej hehehe ;)
Mimo że nie przepadam za tymi szczoteczkami to aplikacja okazała się łatwa, wygodna i przyjemna tak więc plus. Bardzo ładnie rozczesuje rzęsy, wydłuża i sprawia że rzęsy wyglądają pięknie. Tusz utrzymuje się przez cały dzień i nie kruszy się. Jestem z niego zadowolona i chętnie po niego sięgam. Produkt w cenie 72 zł za 8g. Jest nieco tańszy od w/w ale również daje genialny efekt.

Oba tusze różnią się od siebie a właściwie od efektu jaki dają ale oba są godne polecenia. Pierwszy z nich pięknie podkręca i wydłuża a drugi podkreśla i również wydłuża. Oba świetne ;)
Zaraz jak mi się skończą to biegnę do Sephora i kupuję Roller Lash dlatego że jego podkręcenie rzęs naprawdę mnie powala na łopatki ;)

A Wy kochani znacie te tusze? Możecie mi o nich coś napisać? Jestem ciekawa Waszego zdania :)

Pozdrawiam Was i życzę cudownego tygodnia :)
A.

Olejek miceralny do demakijażu Vichy


Cześć Wam,

Ostatnimi czasy bardzo modne stały się oleje do zmywania makijażu. Nie ukrywam że byłam sceptycznie nastawiona gdyż uważałam że moje dotychczasowe oczyszczanie jest skuteczne i po co mam kombinować. Pewnego dnia otrzymałam od RESIBO olejek do demakijażu twarzy więc czy mi się to podobało czy nie byłam zmuszona do przetestowania takiego sposobu zmywania makijażu. Cóż mogę napisać? Bardzo mi się taka pielęgnacja spodobała a mało tego moja skóra pokochała takie oczyszczanie twarzy. Pisałam Wam recenzję olejku do demakijażu marki RESIBO tutaj. Olejek był bardzo wydajny ale przyszedł dzień kiedy mi się skończył a ja sięgnęłam z ciekawości po upiększający olejek miceralny do demakijażu VICHY.

I co Wam mogę o nim napisać? Same ochy i achy :) Po pierwsze świetnie sobie radzi nawet z bardzo mocnym makijażem! Po drugie przepięknie pachnie! Po trzecie używanie go to sama przyjemność. Sama czynność jest banalnie prosta gdyż na dłoń aplikujemy dwie pompki olejku, nakładamy na twarz masując ją a następnie dodajemy odrobinę wody aby olejek uzyskał konsystencję mleczka, masujemy twarz po czym zmywamy letnią wodą. Nasza twarz jest dokładnie oczyszczona oraz odświeżona i możemy dalej kontynuować nasze rytuały pielęgnacyjne :) Jestem z tego olejku naprawdę bardzo zadowolona. Stosuję go już ponad tydzień a jego jakby nie ubywa, duży plus bo olejek jest bardzo wydajny. W jego skład wchodzi woda termalna od Vivhy, którą mam, często do niej wracam i bardzo ją lubię oraz olej z kamelii który ma właściwości odżywcze. Ja swój olejek kupiłam w aptece i zapłaciłam równo 60 zł. Trochę przepłaciłam gdyż w niektórych aptekach internetowych dostaniecie ten olejek za 45 zł - więc warto się rozejrzeć. Jakby nie było to różnica 15 zł ...
Kochane, podsumowując - olejek godny polecenia :) Ja jestem zadowolona i będę do niego wracała. Olejek zawiera w swoim składzie parafinę więc osoby które mają problem z tym składnikiem mogą nie być zadowolone. Więc żeby nie było że nie ostrzegałam ;) W każdym razie ja po parafinie nie mam żadnych problemów.

Pozdrawiam Was i życzę miłego dnia!
A.

Ps. Znacie może ten produkt? Jestem ciekawa Waszego zdania :)
:*

Bubel ...

Witajcie kochani,

Kto śledzi mojego bloga ten wie że właściwie w ogóle nie piszę o kosmetykach które nazywamy w naszym blogowym Świecie bublami. Chyba jeszcze mi się nie zdarzyło trafić na kosmetyk który naprawdę mnie bardzo zawiódł lub nieźle zdenerwował. Zawsze każdemu kosmetykowi daje szanse.
Jednak dziś napiszę recenzję o kosmetyku który takiej szansy na pewno nie dostanie. Ja rozumiem że produkt nie do końca się zgadza z obietnicami producenta ale bez przesady ...
W którymś z boxów przyszedł do mnie antycellulitowy lotion do ciała marki Kueshi. Myślę sobie czemu nie? I tak szukałam balsamu na uda więc dobrze się złożyło że do mnie przyszedł. O marce niewiele wiem więc zaczerpnęłam wiedzy od wujka Google. Na stronie producenta dowiedziałam się że kosmetyk który otrzymałam wzbogacony jest o ekstrakt do walki z istniejącym cellulitem oraz zapobiega powstawaniu nowego.

Myślę sobie - kurczę, całkiem ciekawie się zapowiada tym bardziej że w składzie zawiera skórkę z cytryny, aloe vera oraz inne, ciekawe składniki o których nie miałam pojęcia. Do tego kosmetyk jest naturalny i w dużej tubie 200 ml.
Co prawda wielkiego cellulitu nie mam ale widzę że moje uda już nie wyglądają tak jak w wieku osiemnastu lat ;). Zależało mi żeby kosmetyk ujędrnił moją skórę i poprawił jej stan w okolicach ud. Wielkich wymagań nie mam i mega cellulitu też nie więc spokojnie powinien sobie poradzić ... A jak było? A no właśnie. Postanowiłam że będę go używać codziennie aż do ostatniej kropli, że będę systematyczna a później będę się cieszyła z efektu jędrnych ud. Niestety ale nic takiego nie miało miejsca. Kosmetyk jedynie co robi to ładnie nawilża skórę i nawet przyjemnie pachnie... Kosmetyk który kosztuje ok 60 zł tylko nawilża?! Żart? Rozumiem że mógłby sobie nie poradzić z ogromnym cellulitem i to w dodatku takim zaniedbanym ale żeby chociaż odrobinę nie ujędrnił moich ud? Myślę że za taką cenę to nie jest w porządku... Pamiętam że Garnier ma w swoim asortymencie balsam ujędrniający i to on szybciej mnie ujędrnił niż kosmetyk za 60 dyszek ... Niestety ale bardzo się rozczarowałam. Jeśli on nie potrafi ujędrnić i zniwelować delikatnego cellulitu to nie nadaje się do niczego...
Tak więc nowy rok zaczynam a właściwie już kończę (na szczęście) bubla i już nigdy do niego nie wrócę... Tak więc nie inwestujcie bo nie warto..

Pozdrawiam Was ciepło i udanego tygodnia życzę !
A.

Podsumowanie prosto z serca

Witam Was :)

Po dłuższej nieobecności przybywam. Dziś będzie na temat roku 2016 oraz o tym co będzie w roku 2017. Zróbcie sobie pyszną kawkę i zapraszam do lektóry.

Tak więc chciałabym podsumować rok 2016 który był u mnie przełomowy jeśli chodzi o bloga. Nauczyłam się wielu nowych rzeczy. Dowiedziałam wielu ciekawych rzeczy i zmieniłam swój punkt widzenia. A co konkretnie? A no właśnie. Na początku zależało mi na ogromnej ilości obserwatorów i setkach komentarzy. Był moment że cały czas się irytowałam że ja się staram ale odzewu brak. Myślałam że się do blogowania nie nadaje i że coś ze mną nie tak. Zastanawiałam się dlaczego inne blogerki mają więcej obserwatorów a rzadziej się udzielają a ja częściej i nic ... Po czym nieco zaniedbałam blog i przeszłam na INSTAGRAM i tam częściej się udzielałam i udzielam i sprawia mi to większą frajdę niż blog. Doszło mi więcej obowiązków i nie było już tyle czasu na pisanie długich recenzji. Nie miałam czasu na swojego bloga a co dopiero na Wasze blogi. Nie wchodziłam na bloga bo mnie irytował ale gdzieś w głębi cały czas mi czegoś brakowało. Miałam wyrzuty sumienia że stworzyłam w sieci coś swojego, włożyłam w to swój czas i serce a później to zostawiłam. Zostawiłam swoje małe dzieło i osoby które od początku były ze mną. I wtedy doszłam do tego że nie zależy mi na ogromnej ilości komentarzy i na milionach obserwatorów. Zależy mi na tych osobach które ze mną są cały czas i nawet jak nie odzywam się miesiąc to one kolejnego miesiąca są i komentują moje bazgroły. Założyłam  blog w jakimś celu i chce to kontynuować. Dlatego w nowym roku chce się zmobilizować, poprawić i kontynuować coś co kiedyś sprawiało mi satysfakcję. Dam sobie jeszcze jedną szansę i zobaczę co z tego wyjdzie. Mam w planach zamieszczać dwa, trzy posty tygodniowo i jedno popołudnie poświęcać na Wasze blogi. Mimo że doszło mi jeszcze więcej obowiązków chce stanąć na wysokości zadania. Liczę że będziecie ze mną i potrzymacie mnie za "rękę". Mam nadzieję że dam radę i rozwinę podkulone skrzydła. To tyle jeśli chodzi o podsumowanie mojego blogowania z roku 2016.
Jeśli chodzi o rok 2017 to mam całkiem sporo planów więc zabieram się do pracy. Pragnę żeby blogowanie zabierało mnie tak jak kiedyś w taką małą odskocznię od problemów i żeby to był dla mnie taki czas relaksu. Nie chcę już wywierać na sobie presji że ktoś tam ma lepszego bloga ode mnie i że jest bardziej znany. Myślę że muszę dać na luz i po prostu robić swoje. I to tyle - a może aż tyle. Nie lubię pisać o swoich porażkach więc nie ma się co nad sobą użalać a czym prędzej zabrać do pracy!! :)

W dalszym ciągu zapraszam Was na mój Instagram tj. KLIK

Trzymajcie się ciepło! Życzę Wam wielu sukcesów w tym 2017 roku. Realizujcie się i pamiętajcie o tym co sprawia Wam radość :)
A.