Felicea Polskie Kosmetyki Naturalne

Witajcie kochani,


Jakiś czas temu pisałam Wam na instagramie że byłam chora. To był ciężki tydzień z wysoką temperaturą. Doszłam do siebie ale było ciężko. Niby grypa ale ile człowiek musi się nacierpieć. Niestety ale zawsze gdy mam temperaturę mam popękane, suche usta. Zawsze po chorobie muszę je doprowadzić do porządku. Zazwyczaj ratowałam się maścią z witaminą A. Smarowałam nią usta i obszar wokół nosa gdyż wiadomo gdy wycieramy nos pocieramy te partie twarzy najbardziej. Tym razem zastosowałam kosmetyk który otrzymałam od FELICEA. Jakie są moje wrażenia? Zapraszam na recenzję.


Zacznijmy może od tego że marka Felicea to Polska marka która ma w swoim asortymencie naturalne kosmetyki do makijażu. Mało jest kosmetyków naturalnych jeśli chodzi o kolorówkę. Głownie polskie marki kosmetyków naturalnych skupiają się na kosmetykach do pielęgnacji naszego ciała, włosów i cery. Mało tego Felicea to pierwsza polska marka która wprowadziła kosmetyki naturalne kolorowe. Kosmetyki jakimi dysponują to cienie do powiek, błyszczyki oraz szminki do ust, balsamy do ust, pudry oraz bronzery, róże do policzków, kredki do oczu oraz konturówki, kredki do brwi. Prawie wszystko co potrzebujemy do wykonania makijażu :) 
Ja miałam okazję jak już wyżej pisałam wypróbować dwa kosmetyki tejże marki. Pierwszy z nich to balsam do ust. Rzuciłam go od razu na głęboką wodę gdyż używałam go właśnie w czasie i po chorobie żeby doprowadzić do ładu i składu usta. Powiem Wam szczerze że jestem pozytywnie zadowolona. Kilka aplikacji wystarczyło żeby usta doszły do siebie. Wykonałam też peeling plus balsam i usta odżyły. Balsam jest bardzo wydajny, dobrze się go rozprowadza. Jest wygodny w użyciu gdyż jest w sztyfcie. Bardzo ładnie pachnie. Złapałam się nawet na tym że najpierw go wącham a później maluje usta :) Dość długo się utrzymuje.


Usta są naprawdę nawilżone i czuć ulgę. Nie mam spierzchniętych ust. Zbliża się lato i długie przesiadywanie na plaży. Chętnie go będę używać gdyż na plaży również usta mi się wysuszają od słońca i morskiego wiatru. Czuje że to będzie jeden z moich ulubionych towarzyszy w pielęgnacji ust. Jeśli chodzi o skład to jest bardzo ciekawy i bogaty, zobaczcie same :

"Olej z nasion rącznika pospolitego, odżywia i wygładza.. Skalwan z oliwy z oliwek, naturalny emolient działa odżywczo i regenerująco. Olej Jojoba zmiękcza i tworzy warstwę lipidową.Zawarte w olejach roślinnych Niezbędne Nienasycone Kwasy Tłuszczowe (NNKT) tworzą barierę ochronną i regenerują naskórek, przeciwdziałają utracie wody, hamując w ten sposób procesy starzenia skóry.. Wosk Candelilla pielęgnuje, wygładza i natłuszcza. Wosk pszczeli znany jest ze swych właściwości regeneracyjnych i odżywczych.. Witamina E działa kojąco i regenerująco, hamuje procesy starzenia skóryPomadki zawierają tylko naturalne barwniki. "

Jestem zadowolona z balsamu i mogę szczerze polecić. Kupicie go na stronie internetowej KLIK. Jego cena to 9 zł. Dziewczyny nic tylko zamawiać!

Jak już doszłam do siebie a dość trochę to trwało wybrałam się z mym lubym do restauracji na kolację. W końcu miałam okazję wykorzystać nowe ciuszki które kupiłam :D :D Dobra ... i buty też ;) oraz miałam okazję użyć szminkę do ust również marki Felicea. Ostatnimi czasy skupiłam się na dość żywych, intensywnych czerwieniach, różach i bordo. W mojej kosmetyczce miałam tylko dwa naturalne odcienie pomadek pod kolor moich ust. Dlatego ciesze się że trafiłam z kolorem szminki od Felicea. Posiadam kolor 24 (szary róż). Jestem zadowolona, szminka dobrze się rozprowadza na ustach, ma ładny, delikatny odcień. Nawilża mi usta i nadaje im ładny wygląd. Nie utrzymuje się zbyt długo max 2 godziny ale myślę że to mają do siebie kosmetyki naturalne.


Cena pomadki to 29 zł i również mogę Wam polecić. Ja jestem jeszcze ciekawa koloru 22 i 21. Mimo że mam szminki w tych klimatach kolorystycznych to "od przybytku głowa nie boli", prawda? :)
Skład szminki jest równie dobry jak i balsamu do ust :

"Olej z nasion rącznika pospolitego, odżywia i wygładza.. Skalwan z oliwy z oliwek, naturalny emolient działa odżywczo i regenerująco. Olej Jojoba zmiękcza i tworzy warstwę lipidową.Zawarte w olejach roślinnych Niezbędne Nienasycone Kwasy Tłuszczowe (NNKT) tworzą barierę ochronną i regenerują naskórek, przeciwdziałają utracie wody, hamując w ten sposób procesy starzenia skóry.. Wosk Candelilla pielęgnuje, wygładza i natłuszcza. Wosk pszczeli znany jest ze swych właściwości regeneracyjnych i odżywczych.. Witamina E działa kojąco i regenerująco, hamuje procesy starzenia skóryMineralna Mika nadaje delikatny, perłowy połysk. Szminki i zawierają tylko naturalne barwniki: biały, czerwony oraz żółty."


Jestem zadowolona z obu produktów i mogę szczerze polecić. Balsam teraz stosuje dziennie wieczorem a szminkę jak tylko mam okazję. Ma taki ładny, naturalny odcień że świetnie sprawdza się w ciągu dnia.


Jestem ciekawa czy znacie kosmetyki marki Felicea? Dajcie koniecznie znać.
Trzymajcie się i uważajcie na siebie :) mam nadzieję że już w tym roku grypa mnie nie dopadnie! :)

A.

BIOLIQ - żel do mycia twarzy ze szczoteczką

Halo halo :)


Zasiadam do komputera z pyszną herbatą i zabieram się do pracy. Bardzo lubię herbaty - sypane, w torebkach, owocowe czy ziołowe. Można rzec że straszna ze mnie herbaciara. Też lubicie herbaty? To dla mnie taki moment wyciszenia, relaksu. Ogólnie - lubię to! :)
Właściwie chyba żadnego postu nie napisałam bez herbaty :D OMG :D :D Ok - ale do rzeczy.

Od dłuższego czasu szukam naprawdę dobrego żelu do mycia twarzy. Takiego który mnie zadowoli pod każdym, pielęgnacyjnym ;) względem. Zależy mi aby dobrze oczyszczał, nie wysuszał, ładnie pachniał by sama czynność była przyjemna oraz taki do którego chętnie będę wracała. Jak na razie jestem w trakcie szukania, zobaczymy co z tego wyjdzie. Póki co używam oczyszczający żel do mycia twarzy marki BIOLIQ.


Szczerze mówiąc kupiłam go z ciekawości i właściwie dla samej szczoteczki. Byłam ciekawa co to za wymyślny produkt i jak się u mnie sprawdzi. Ale chyba my blogerki mamy to do siebie że większość kosmetyków kupujemy z ciekawości ;)
Żel sam w sobie jest skuteczny. Dobrze oczyszcza moją twarz, nie wysusza jej. Delikatnie pachnie. Sama aplikacja również jest bardzo fajna bo by dokładnie oczyścić naszą twarz pomaga nam silikonowa szczoteczka. Szczoteczka też w jakimś stopniu nam peelinguje skórę jednak ja wolę tradycyjny peeling. Żel ma za zadanie nawilżać twarz ale sama nie wiem czy widzę efekt nawilżenia. Zapach żelu jest delikatny, taki raczej nie zapadający w pamięć.



Generalnie jestem z żelu zadowolona ale myślę że to nie jest jeszcze to czego bym chciała. Nie czuje takiej świeżości po oczyszczeniu twarzy jaką bym chciała czuć. Produkt godny polecenia ale jeśli ktoś szuka dobrego żelu do mycia twarzy. Ja szukam bardzo dobrego wręcz rewelacyjnego. Cena produktu to 30 zł za 125 ml produktu, kupiłam w Hebe.

Znacie produkt? Jestem ciekawa Waszego zdania. Może Wy mi polecicie jakiś dobry żel do mycia twarzy? Będę wdzięczna!

Trzymajcie się.
A.

TBS oraz nowe współprace

Witajcie kochani,

Kilka dni mnie nie było (kto mnie śledzi na Instagramie ten jest na bieżąco :)) ale już wracam.
Dopadła mnie straszna grypa. Już dawno mnie tak nie połamało. Wyobraźcie sobie że prawie płakałam z bólu tak mnie wszystkie kości i mięśnie bolały. No aleeee wracam do Świata żywych. Oby już żadne choróbsko mnie nie złapało :)
W czasie choroby nie miałam ochoty ani nawet siły na wielkie pielęgnacje więc wszystko co mogłam od siebie dać to szybki prysznic. Przez te kilka dni dość trochę przesuszyła mi się skóra ciała. Żel którego używam mnie nie nawilża (o nim wkrótce) a na balsamy zwyczajnie nie miałam siły. Chyba nikt z gorączką nie lubi się balsamować, hm? Tak więc dziś w końcu doszłam do ładu i składu i mogłam wykonać wszystkie zabiegi kosmetyczne jakie standardowo wykonuje. Na pomoc przyszło mi masełko do ciała które dostałam jakiś czas temu do przetestowania. A o jakim produkcie konkretnie mowa? A o THE BODY SHOP Virgin Mojito masło do ciała. 


O mojej słabości do kosmetyków TBS dobrze wiecie :) Pisałam o ich kosmetykach już kilka razy. Właściwie zawsze jestem zadowolona. Tym razem również jestem. Masło jest treściwe, gęste, bardzo dobrze się je rozprowadza, szybko się wchłania i bardzo dobrze mnie nawilża. Do tego genialny, świeży, soczysty zapach który kojarzy mi się z latem i relaksem. Mało tego zapach dość długo się utrzymuje, po całej nocy rano nadal go czuje. Już nie tak intensywnie ale jest wyczuwalny. Jest to kolejne masło THE BODY SHOP z którego jestem naprawdę zadowolona. Za 200 ml produktu zapłacimy coś 70 zł.


Jeśli chodzi o masełko TBS które również jest na zdjęciu, to limitowana, świąteczna edycja FROSTED PLUM. Bardzo przyjemny, śliwkowy zapach :) Próbowałam dwa razy i jestem tak samo zadowolona jak z wszystkich dotychczasowych masełek TBS. Mam nadzieję że za rok uda Wam się kupić tą edycję świąteczną - jeśli będzie. Będziecie na pewno zadowolone :)
Tak więc kochani podsumowując - jak zwykle jestem zadowolona z maseł TBS. Świetna robota ;)


A tak na szybko, wrzucam zdjęcie moich nowości które do mnie przybyły w tamtym tygodniu. To nowe współprace i nowe horyzonty :) jestem bardzo ciekawa tych produktów. Dam Wam znać jak się spisują. Szczegóły wkrótce.



Trzymajcie się ciepło! :)
Pięknego, nowego tygodnia :)
A.

NYX Soft Matte Lip Cream

Witajcie kochani,

Jak Wam mija weekend? Mi bardzo spokojnie :) Miałam czas na domowe porządki i na pielęgnację swoich stóp, dłoni oraz twarzy. Lubię ten czas tylko dla siebie bez biegania, załatwiania i ogólnego buuum w głowie. Tak więc chwała temu kto wymyślił weekend :)

Dziś przychodzę do Was z dwoma płynnymi pomadkami które mnie bardzo miło zaskoczyły. Otworzyli u mnie sklep stacjonarny z NYX i skusiłam się na kilka rzeczy w tym właśnie na te pomadki. Z marką NYX do czynienia nie miałam więc to mój pierwszy kontakt i mogę powiedzieć że znajomość będzie trwała.
Jeśli chodzi o kolorowe kosmetyki do ust to kiedyś wystarczył mi porządny balsam do ust lub bardzo delikatny błyszczyk i byłam zadowolona jednak z wiekiem przychodzi taki czas że kobieta potrzebuje czegoś więcej na ustach i robi się w tej kwestii o wiele odważniejsza. Tak jest i ze mną. Do intensywnych, krzykliwych kolorów musiałam dojrzeć i jestem teraz w takim okresie swojego życia że śmiało nosze czerwienie, róże, fuksje i czuje się na prawdę świetnie i nawet nie wyobrażam sobie wielkiego wyjścia bez takich kolorów na moich ustach. Tak więc przedstawiam Wam moich dwóch ulubieńców a są nimi płynne pomadki marki NYX. Pierwsza to nr 18 Prague a druga to nr 08 San Paulo. Nyx w chwili obecnej z tej serii ma 34 odcienie a każde jest nazwane stolicą danego kraju. Pomysł bardzo fajny a ja jestem ciekawa czy doczekamy się Warszawy ;)


Jakie są moje wrażenia po użyciu pomadek? Tak więc przede wszystkim kolor, który jest cudowny, intensywny, soczysty i bardzo trwały. Tzn zależy jak klasyfikujecie trwałość bo można nie pić i nie jeść cały dzień ale mieć kolor na ustach lub można jeść i pić tak jak było w moim przypadku i mieć kolor ok 4 godziny. Pomadkę przyjemnie się nakłada, wygodnie, nic się nie wylewa poza linię ust, nie paćka i ma przyjemny zapach. Wykończenie rzeczywiście jest matowe, bardzo ładne. Kosmetyk nie wysusza mi ust i nie mam z nim żadnych problemów. Pamiętajcie aby mieć oczekiwany efekt usta muszą być zadbane, bez żadnych suchych skórek. Wtedy efekt jest naprawdę wow :) Osobiście bardzo polecam i skusze się jeszcze na inne kolory. Cena produktu to ok 35 zł. 

A co Wy myślicie o matowych pomadkach i jaki jest Wasz stosunek do odważniejszych kolorów na ustach? :)

Pozdrawiam,
A.

Mus samoopalający GOSH

Witajcie kochani,


Dziś przychodzę do Was z moim odkryciem który wykorzystałam już jakiś czas temu aby się trochę pokolorować przed wielkim wyjściem. Zwolenniczką solarium nie jestem. Po pierwsze bardzo szkodzi naszej skórze a po drugie mam lęki że kabina się zatrzaśnie i nie wyjdę z tego łóżka :D
Widziałyście film "Oszukać przeznaczenie 3"? Scena w solarium? Hahahaha :) To tak pół żartem pół serio. W każdym razie w całym swoim życiu byłam może 6 razy w solarium i tyle jeśli chodzi o taki sposób opalania. Jeśli już mam się opalić a słońca brak to sięgam po produkty typu samoopalacz. Pamiętam że lata temu ciężko było dostać dobry samoopalacz który nie zrobi nam plam lub taki po którym nie będziemy wyglądać jak marchewka...


Jak już wspomniałam potrzebowałam samoopalacza na wielkie wyjście więc udałam się do drogerii Hebe gdzie bardzo miła pani pomogła mi w doborze odpowiedniego samoopalacza. Zależało mi przede wszystkim na naturalnej opaleniźnie oraz na tym aby dany produkt nie pozostawiał smug. Moim oczom ukazał się MUS SAMOOPALAJĄCY marki GOSH. Szybko do kasy i biegiem do domu. W domu dokładny peeling a po godzinie, dwóch nałożyłam mus. Powiem Wam że jestem bardzo zadowolona z tego jaki efekt daje. Raz że faktycznie nie pozostawia smug - nada się dla początkujących osób, nadaje ładną, zdrową i naturalną opaleniznę i nie farbuje nam dłoni ... tzn są delikatnie zabarwione bo przecież nimi nadkładamy kosmetyk ale po dokładnym zmyciu wszystko schodzi. Przyjemnie się go nakłada, szybko i wygodnie. Nie posiada takiego wiecie typowego zapachu samoopalacza coś w deseń zapachu z solarium więc plus. Powiem Wam że jest dość wydajny a za 150 ml produktu zapłacimy coś 48 zł. Nie wysuszał mnie i nie podrażniał a opalenizna utrzymuje się tydzień. Pierwsza warstwa jest delikatna więc jeśli ktoś potrzebuje spektakularnego efektu to może smarować się spokojnie dzień po dniu. A i co ważne efekt opalenizny zaraz po aplikacji jest średnio widoczny, musimy odczekać kilka godzin. Już nie pamiętam dokładnie ile ale z dwie na pewno. W składzie zawiera między innymi sok z aloesu i panthenol.



Tak więc kochane póki jeszcze nie ma olbrzymich upałów a Wam zależy aby mieć ładną i delikatną opaleniznę to jak najbardziej polecam :) Ja jestem zadowolona i póki co z innymi specyfikami tej kategorii nie będę eksperymentować. A Wy co możecie polecić do opalenia ciała? :)

Pozdrawiam i życzę Wam cudownego dnia,
A.

Przyjemniaczki

Hejo hej!

Jak weekend minął? Mi naprawdę świetnie :) Jestem wypoczęta i pełna energii :) Dokładną fotorelacje z mojego weekendu znajdziecie na moim Instagramie KLIK
Zachęcam do obserwacji gdyż tam trochę więcej zdjęć kosmetycznych oraz prywatnych. Na blogu nie zamieszczam prywatnych zdjęć. Byliśmy nad morzem, wynajęliśmy domek letniskowy z dużym ogrodem i 500 metrów do plaży... mmmm :) Do tego w domku znajdował się uroczy kominek. Byłam zachwycona :) Będziemy częściej spędzać tak czas. To świetna odskocznia.

Dziś przychodzę do Was z postem "Przyjemniaczki" stali bywalcy wiedzą o co chodzi a dla nowych krótkie wprowadzenie. Takie posty jak "Przyjemniaczki" to informacje o kosmetykach które przypadły mi do gustu i chętnie do nich wrócę ale też o kosmetykach które nie zrobiły mi krzywdy, nie wzbudziły we mnie zachwytu ale nie chcę ich skreślać gdyż komu innemu mogą naprawdę przypasować. Jeśli nie zrobiły AŁA to nie ma co pisać że to straszne buble ;)


Na pierwszy rzut idzie odżywka do włosów marki Schwarzkopf GLISS KUR Ekspresowa odżywka regeneracyjna. Pisałam Wam kiedyś o niej tutaj KLIK. Odżywka bardzo fajna. Dobrze się rozprowadza, wydajna, przyjemnie pachnie. Włosy po niej dobrze mi się rozczesują i są delikatne w dotyku. Widzę że moje włosy są w dobrej kondycji po stosowaniu tej odżywki. Cena przystępna bo ok 16 zł za 200 ml produktu. Kupicie w każdej większej drogerii czy też supermarkecie. Zawiera płynną keratynę co również dobrze wpływa na nasze włosy. Jestem na tak i chętnie będę do niej wracać i Wam również polecam. 
Jeśli już jesteśmy w temacie pielęgnacji włosów to mogę Wam również polecić maskę do włosów L'biotica BIOVAX Intensywnie regenerująca maseczka zawierająca keratynę i jedwab. Produkt średnio wydajny ale bardzo skuteczny. Włosy po aplikacji mam baaardzo delikatne w dotyku, puszyste, zdrowe i błyszczące oraz dobrze się rozczesują i ładnie pachną. Do opakowania maski dołączony jest foliowy czepek który ułatwia nam pracę gdyż możemy nałożyć go na głowę a dodatkowo owinąć głowę ręcznikiem. Taki rytuał pozwoli na uzyskanie lepszego efektu. Powiem Wam że to naprawdę dobra maska. Kupiłam sobie teraz BIOVAX z awokado i już raz użyłam i póki co jestem zadowolona i ma świetny zapach. 
Maskę możecie kupić w Hebe za ok 17 zł za 250 ml produktu. Bardzo fajna maską i pewnie będę wracać.


To na tyle jeśli chodzi o pielęgnację włosów. Kolejne cztery produkty to kosmetyki które budzą we mnie mieszane uczucia a czemu? No właśnie.
Pierwszy kosmetyk to odświeżająca pianka oczyszczająca NIVEA. Kosmetyk fajnie się aplikuje bo faktycznie jest to pianka ale co za tym idzie nie jest to kosmetyk wydajny. Przeznaczony jest do cery normalnej i mieszanej a według mnie nadaje się nawet do cery wrażliwej. Jest naprawdę mega delikatna. Delikatnie oczyszczała mi twarz i to chyba tyle. Zawiera witaminę E oraz HYDRO IQ. 
Producent zapewnia że pianka głęboko oczyszcza ale guzik prawda. Oczyszczanie średniawka. Powiem tak jeśli ktoś szuka produktu który delikatnie oczyszcza twarz, nie wysusza i nie podrażnia to będzie to dobry zakup ale jeśli ktoś lubi dokładne oczyszczanie to nie polecam. Kosmetyk kosztuje ok 15 zł za 150 ml produktu. Kupiłam w Hebe. 
Przejdźmy do pielęgnacji ciała. To trzy kosmetyki które otrzymałam i dobrze że miałam taką okazję je wypróbować. 
Markę Love Me Green poznałam jakiś czas temu używając kremu do twarzy na noc z którego byłam zadowolona. Jednak balsam o którym dziś mowa ma okropny zapach. Pachnie jak maść i dość trochę się na ciele utrzymuje. Nie lubię takich zapachów i nie chce aby moje ciało po wieczornych rytuałach tak pachniało. Sam produkt dobrze się rozprowadza i jest nawet wydajny. Dobrze mi nawilżył ciało ale jednak to nie to czego bym chciała. Oczywiście duży plus za posiadanie certyfikatu ECO CERT i za to że produkt jest naturalny. Jednak ja już wiem że go nie kupię. Cena produktu to 14 zł za 30 ml produktu. Ja osobiście za taki mały balsam bym nie dała 14 zł. Kupicie na stronie producenta. 
Kolejny nawilżacz to RITUALS Honey Touch Indian Rose & Himalaya Honey. Balsam który naprawdę dobrze nawilża, pozostawia uczcie nawilżenia, skóra jest delikatna i miękka w dotyku. Nawilżenie długo się utrzymuje a kosmetyk jest bardzo wydajny. Dobrze się rozprowadza. I niby wszystko jest ok ale jego zapach jest tak intensywny, ostry i długo się utrzymuje że nie mogę go znieść i nigdy bym go sama nie kupiła. Produkt kosztuje ok 75 zł za 200 ml. Nigdy bym tyle nie dała za niego ;) 
Kolejny już i ostatni kosmetyk to peeling do ciała marki NAOBAY. Kosmetyk jest produktem naturalnym oraz posiada certyfikat ECO CERT - duży plus. Ma bardzo fajny skład i generalnie nie ma się do czego przyczepić. Polecam osobom które szukają delikatnego zdzieraka do ciała. Ja jednak lubię gruboziarniste, konkretne peelingi do ciała więc z tym się nie polubiłam. Nie przypadł mi również jego zapach. Ogólnie markę bardzo lubię i cenię. Koszt produktu to 90 zł za 250 ml a znajdziecie go na stronie producenta. 



To tyle jeśli chodzi o post "PRZYJEMNIACZKI". Jestem ciekawa czy znacie któryś z produktów? Jeśli tak to dajcie znać w komentarzach.

Życzę Wam cudownego tygodnia,
A. 

ORIENTANA

Witajcie kochani,


Mam nadzieję że z racji dzisiejszego Święta 1 Maja spędzacie ten czas najlepiej jak tylko możecie. To czas na odpoczynek i relaks. Korzystajcie ile się da.
Ja co prawda nie mam dziś majówki - nie obchodzimy w Danii tego święta ale również korzystam z wolnej niedzieli. Wczoraj miałam dość rozrywkową sobotę a na twarzy miałam pełny makijaż przez długie godziny. Moja cera nie ma problemu z makijażem nie mam niemiłych niespodzianek pod postacią wyprysków czy podrażnień ale czuje że po kilku godzinach woła i chce powiedzieć "Daj odetchnąć, daj się napić". Wróciłam w nocy więc mogłam sobie pozwolić tylko na demakijaż jednak dziś rano po pysznym śniadanku wzięłam się za pielęgnację.
Po oczyszczeniu twarzy nałożyłam na twarz maskę z jedwabnej tkaniny BIOPETYDY, MIŁORZĄB JAPOŃSKI I ALOES. Maskę otrzymałam dzięki uprzejmości marki ORIENTANA. Bardzo dziękuję, gdyż maska była strzałem w dziesiątkę. To były miłe 30 minut dla mnie. Tyle miałam maskę na twarzy zgodnie z zaleceniem producenta. Po ściągnięciu tkaniny widać oraz czuć i przede wszystkim czuć że nasza cera jest nawilżona, świeża, ujędrniona i wygląda na świeżą i wypoczętą. Efekt jest zauważalny a ja po długich godzinach z makijażem naprawdę to widziałam. Jestem bardzo zadowolona.


Kilka słów o samej masce i marce ORIENTANA.
Maska wykonana jest z naturalnej, jedwabnej tkaniny, nasączona jest biopeptydami oraz wyciągami z miłorząbu japońskiego i aloesu. Miałam już kilka masek tego typu ale pierwszy raz się spotkałam żeby tkanina była taka cienka i tak idealnie przylegała do twarzy, jakby druga skóra. Wielki plus gdyż dzięki tak idealnemu przyleganiu wszystkie cenne składniki mogły wchłonąć się w skórę twarzy. Producent pisze że maska ma za zadanie ujędrniać, regenerować, mocno nawilżać, zmiękczać i wygładzać skórę oraz działać przeciwzmarszczkowo. Ja mogę z czystym sumieniem napisać że maska świetnie nawilżyła moją skórę twarzy oraz zregenerowała i zmiękczyła. Skóra jest taka delikatna w dotyku :)



Sposób użycia jest banalnie prosty, wyjmujemy z opakowania tkaninę. Jedna strona jest materiałowa a na drugiej jest folia. Maskę nakładamy na twarz materiałową stroną. Gdy już dokładnie nałożymy, ściągamy folię i relaksujemy się 25-30 minut.

Skład maski :

Woda, glikol butylenowy, kolagen, Palmitoyl Pentapeptide-3 (peptyd przeciwstarzeniowy), Tripeptide-1 (peptyd przeciwstarzeniowy), ekstrakt z miłorzębu, sok z liścia aloesu, Acetyl Hexapeptide-3 (peptyd przeciwzmarszczkowy), Euxyl PE-9010 ( bezpieczny środek konserwujący), allantoina, dipotassium glycyrrhizinate (substancja pozyskiwana z korzenia lukrecji), Euxyl k-220 (bezpieczny środek konserwujący), olejek różany, kwas hialuronowy, kwas edetynowy.

Biopeptydy - dzięki swojej mikrobudowie wnikają głęboko w skórę i pobudzają ją do produkcji włókien odpowiedzialnych za napięcie i gładkość. Stymulują naturalne procesy fizjologiczne w skórze i są aktywne w niewielkich stężeniach Mały rozmiar cząsteczek ułatwia biopeptydom pokonywanie barier skórnych. Biopeptydy wzmacniają płaszcz ochronny skóry i zapobiegają działaniu szkodliwych czynników zewnętrznych.
Ekstrakt z miłorzębu – działa odmładzająco, zwalcza wolne rodniki, zwiększa elastyczność i jędrność skóry, wzmacnia ściany naczyń krwionośnych, uelastycznia je i uszczelnia, nawilża.
Sok z liścia aloesu – zmiękcza, wygładza, ujędrnia i dogłębnie odżywia skórę.
Olejek różany – odżywiają skórę i utrzymują jej optymalne nawilżenie. Olejek z róży charakteryzuje się dużą zawartością witaminy A, która intensywnie i naturalnie regeneruje skórę.
Kwas hialuronowy – powstrzymuje proces starzenia
Dipotassium Glycyrrhizinate- wyciąg z korzenia lukrecji, działa antyoksydacyjnie, kojąco i regeneracyjnie
Alantoina - nawilża, łagodzi, regeneruje.

Jak widzicie skład jest naprawdę ciekawy i wart uwagi. Wielki plus. 
Cena maski to 16 zł a kupicie maskę na stronie internetowej producenta lub w sklepach stacjonarnych takich jak SPIS SKLEPÓW



Sama marka ORIENTANA jest dla mnie nowością tak więc ciesze się że mogłam wypróbować ich produkt i nieco zaznajomić się z ich asortymentem. Przyznam że zaciekawiły mnie ich produkty które znalazłam na ich stronie internetowej www.orientana.pl
Wpadło mi kilka rzeczy i pewnie się skuszę tym bardziej że to kosmetyki naturalne. 

Podsumowując jestem ogromnie zadowolona z efektu jaki dała mi maska. Będę do niej wracać ale też do innych masek marki ORIENTANA.

Serdecznie Wam polecam. A może znacie już maskę i możecie mi o niej coś napisać? 
Jestem ciekawa.

Pozdrawiam,
A.