Tusz do rzęs to podstawa!

Witajcie ! :)

Nie wiem jak u Was ale w moim makijażu dziennym nie może zabraknąć tuszu. Nie mówię już o wielkich wyjściach bo to jest must have :) Mój zwykły dzienny makijaż to krem BB, balsam do ust oraz tusz do rzęs. Tak wiem - nie jestem wymagająca :D
Przez długie lata stosowałam wiele tuszy i właściwie nigdy nie trafiłam na bubla. Pojawiały się takie których szczoteczka była dla mnie zbyt skomplikowana w użyciu ale do złych nie należały. Moim najlepszym tuszem jaki dotąd miałam to MAYBELLINE NEW YORK VOLUM EXPRESS LIFT-UP. To co robi z moim rzęsami to jest bajka! Zaraz po nim jest tusz do rzęs LOREAL PARIS FALSE LASH SUPERSTAR. To dwa mega pewniaki po które często sięgam. Ale konkretnie - co się u mnie w kosmetyczne znalazło.


Tusze są pogrupowane na trzy marki tak więc zaczniemy od ASTOR. Pierwszy z "Astorków" to BIG & BEAUTIFUL STYLE MUSE. Jest to tusz dobry ale nie robi na mnie spektakularnego wrażenia. Dobrze pogrubia rzęsy, nadaje piękną czerń, dobrze się go aplikuje i w dodatku jest bardzo wydajny i co ważne szybko nie zasycha w opakowaniu. Szczoteczkę ma grubą i pokręconą. Myślę że nie nadaje się dla kogoś kto pierwszy raz sięga po tusz do rzęs bo szczoteczka może przerazić, zniechęcić. Ogólnie tusz dobry ale jednak brakuje mu tego czegoś. Kolejny z "Astorków" to BIG & BEAUTIFUL BOOM. Generalnie niczym się nie różni od swojego kolegi oprócz tego że szczoteczka nie jest przekręcona. Wielkość szczotki taka sama. Daję właściwie ten sam efekt czyli trwałość, ładne podkreślenie rzęs, idealna czerń. Z czystym sercem mogę polecić ale ja już do nich nie wrócę.


Kolejne tusze to MAYBELLINE a pierwszy z nich to THE COLOSSAL VOLUM EXPRESS. Tusz ten ma wygodną szczoteczkę, grubą ale prostą. Wygodnie się aplikuje. Jest trwały, ma ładną czerń, nie osypuje się, nie kruszy i w miarę długo nie zasycha w opakowaniu. Mogę śmiało polecić.
Kolejny z MAYBELLINE to VOLUM EXPRESS LIFT-UP. Ten tusz to moja perełka! Jestem nim mega zachwycona bo tak jak pisałam robi wow na moich rzęsach! Idealna czerń, szczoteczka cienka, wygięta łukiem, podkręca, pogrubia i świetnie rozczesuje mi rzęsy! Mój numer jeden póki co :)
Polecam wszystkim bardzo bardzo :) I tak jak jego poprzednik długo nie zasycha w opakowaniu.


Następne tusze to LOREAL PARIS. Z obu jestem bardzo zadowolona ale mimo że oba mają ten sam system czyli najpierw nakładamy stronę białą a następnie czarną każdy robi co innego z rzęsami. Pierwszy z nich to DOUBLE EXTENSION. Bardzo wygodna aplikacja. szczoteczka zwyczajna, bez rewelacji. Standardowy rodzaj szczotki jak w najzwyklejszym tuszu. Najpierw nakładamy białą bazę a następnie tusz. Tusz sprawia że nasze brwi wyglądają bardzo naturalnie, dobrze wyszczotkowane. Taki efekt na dzienny makijaż. Bardzo fajnie się u mnie sprawdził, polecam. Kolejny to FALSE LASH SUPERSTAR. I właśnie tak - jak pomaluje nim rzęsy to się czuję jak SUPERSTAR ;)
Daje świetny efekt. Pogrubia, wydłuża i daje naprawdę super look :) Wygodna aplikacja, szczotka jak u poprzednika z tym że podkręcona w łuk co daje nam podkręcenie rzęst. Jest trwały jak wszystkie wcześniej opisane tusze. Jestem na mega tak. Jedynie mały minus że zasycha szybciej w pudełeczku niż jego poprzednik. Polecam - nadaje się na wielkie wyjścia :)


Jak widać troszkę się tego u mnie nazbierało ale mam świadomość że są kobiety które mają większe doświadczenie jeśli chodzi o tusze :)
Jeśli macie tusz wart polecenia to jestem otwarta na propozycje.

Trzymajcie się ciepło :)
Już jutro piątek a na weekend polecam Wam książkę "Dziewczyna z pociągu" Paula Hawkins. Książka to dobry thriller. A co o książce piszą? Piszą że to najszybciej sprzedający się debiut dla dorosłych w historii brytyjskiego rynku. Warto ;)
A.

Nowości kosmetyczne. CLARINS, NYX, BANDI, ORGANIQUE, ZIAJA, YASUMI,

Witajcie,

Nie było mnie chwilę na blogu z racji pilnego wyjazdu. Wyjazd ograniczył mi dostęp do internetu i komputera więc dlatego na blogu cisza. Z telefonu niestety źle mi się wrzuca posty. Chwilowa nieobecność pozwoliłam mi trochę odpocząć od wirtualnego świata i nabrać nowych pomysłów i energii. Mam kilka pomysłów odnośnie bloga więc dowiecie się pewnie wkrótce. Mam nadzieję że Święta Wielkanocne spędziliście w gronie rodzinnym a ten czas był czasem do refleksji i przemyśleń na temat tego co nas otacza. Zapasy kosmetyków mi się kończą a jak pewnie wiecie bo pisałam jakiś czas temu póki w szafkach nie zaświecą pustki nic nie kupuję. Tak więc z racji braków kosmetycznych pozwoliłam sobie na kilka rzeczy. Post czysto informacyjny co kupiłam i czy znacie/macie a niedługo recenzje :) 
Tak więc przechodzimy do zakupów. Na pierwszy ogień idą żele do mycia twarzy :

Oba kupione z ciekawości, nie czytałam wcześniej recenzji więc jestem ich bardzo ciekawa. Pierwszy to energetyzujący żel do mycia twarzy CLARINS a kolejny żel to oczyszczający żel do mycia twarzy z szczoteczką BIOLIQU.



Kolejne produkty to również kosmetyki kupione z ciekawości, jeszcze ich nie miałam a są nimi tusz do rzęs Maybelline oraz matowe błyszczyki do ust NYX Cosmetics :



Kolejne nowości kosmetyczne to dwa produkty marki BANDI. Stosowałam róże produkty tej marki i zawsze jestem zadowolona. Tym razem zdecydowałam się na oczyszczający tonik antybakteryjny do twarzy oraz krem intensywnie nawilżający. 

Kolejne nowe kosmetyki możemy zakwalifikować jako ogólna pielęgnacja twarzy. Kosmetyki te również goszczą u mnie pierwszy raz. Jedynie gąbeczka YASUMI jest u mnie kolejny, trzeci raz. 
A kosmetyki o których mowa to peeling do twarzy NACOMI, krem mikrozłuszczający z kwasem migdałowym na noc ZIAJA LIŚCIE MANUKA, pasta do głębokiego oczyszczania twarzy przeciw zaskórnikom ZIAJA LIŚCIE MANUKA. 




I została nam jeszcze pielęgnacja włosów i ciała tak więc żeby nie przedłużać to połączę te dwie grupy. Balsam do ciała z masłem shea ORGANIQUE, kremowe mydło arganowe ZIAJA oraz maska do włosów intensywnie regenerująca BIOVAX. 




I ostatni już nabytek to utrwalacz do makijażu w spray'u marki NYX. 


Jak widzicie troszkę się tego nazbierało więc czeka mnie czas testowania i cieszenia się z nowości kosmetycznych. Mam nadzieję że żaden z wymienionych produktów mnie nie zawiedzie.
Znacie kosmetyki o których dziś mowa? Jestem bardzo ciekawa Waszego zdania gdyż jestem dopiero przed ich użyciem :)

Pozdrawiam i życzę Wam cudownego tygodnia :) 

CLARINS Instant Light Lip Comfort Oil

Witajcie,

W tak słoneczną sobotę jak dziś mam mega dużo energii więc zasiadam do pisania kolejnego posta.
Na wyszukany wstęp nie mam za bardzo pomysłu mogę Wam tylko zdradzić że mam wolne 10 dni więc mam nadzieję że między porządkami świątecznymi a samymi Świętami znajdę sporo czasu by Was odwiedzić i napisać kilka zaległych postów u mnie na blogu.

Jak pewnie każda z Was tak i ja lubię kupować kosmetyki. Ja dzielę kosmetyki na te które są na porządku dziennym, które kupić musimy i kosmetyki zachcianki które są na tyle drogie że nie kupuję ich często lub zwyczajnie marzymy o nich ale ich nie kupimy. Taką moją drogą zachcianką był błyszczyk z Dior'a o którym Wam pisałam tutaj Dior i kolejną zachcianką która musiałam mieć to gwiazdor dzisiejszego postu a mianowicie olejek do ust CLARINS. Na początku tylko o nim czytałam. Trafiałam na opinie typu ochy i achy i tylko jedną, negatywną opinię znalazłam. Tak więc zachęcona ogromnym uwielbieniem przez kobiety olejkiem do ust, mówię "Tak, chcę go!"
Pomyślałam też że moje usta zimową porą ucieszą się z takiego prezentu. Olejek zakupiłam na mikołajki i stosowałam go właśnie w okresie zimowym gdy moje usta potrzebowały naprawdę konkretnego ratunku. Tak więc moje zdanie na jego temat jest następujące. Opakowanie olejku jest bardzo estetyczne, eleganckie ale też proste. Nie ma w nim jakiegoś wielkiego luksusu tak więc plus za prostotę. Zapach olejku jest delikatny ale piękny. Coś w klimatach miodu i kwiatów - ciężko mi stwierdzić. Bardzo polubiłam w tym olejku jego aplikator. Jest tak delikatny, przyjemny że nakładanie nim produktu to czysta przyjemność! Co prawda aplikator jest duży i mogą nas nachodzić myśli że nie będzie wygodny w użyciu ale nie - z czystą odpowiedzialnością mogę Wam napisać że aplikator mimo swojej wielkości jest bardzo precyzyjny i wygodnie nakłada się nim olejek.


Olejek ma właściwości pielęgnacyjne a zawarte w nim roślinne ekstrakty nawilżają i dbają o nasze usta. Faktycznie tak jest. Moje usta po tym olejku są nawilżone, zadbane i mają piękny, zdrowy wygląd. Gdy czasem wychodziłam na mróz i nie zdążyłam nic nałożyć ochronnego na usta po powrocie do domu nakładałam olejek i czułam ogromną ulgę. Olejek nie jest wodnisty, nie spływa z naszych ust i nie powoduje klejenia się warg do siebie. Produkt jest dostępny w dwóch wariantach miodowym - jest to stała wersja i malina, która jest wersją limitowaną i wchodzi co jakiś czas na rynek. Olejek kosztuje 85 zł a jego pojemność to 7 ml. Mimo że 7 ml to teoretycznie bardzo mało - mogę z czystym sumieniem stwierdzić że olejek jest naprawdę bardzo wydajny gdyż wystarczy nam jedno przeciągnięcie aplikatorem.




Kochane znacie olejek? Miałyście okazję używać? Jestem bardzo ciekawa Waszego zdania na jego temat.
Życzę Wam udanego weekendu :)
A.

Dior Lip Maximizer

Cześć Wam,


Co u Was? Jak zaczął się weekend? :) Mi od wczoraj bardzo przyjemnie. Właśnie skończyłam porządki i piję kawkę a w tym czasie mogę spokojnie napisać post który już miał się dawno ukazać ale ja wiecznie nie mam czasu. Później jadę nad morze więc zabieram się do pracy i naskrobię Wam coś - mam nadzieję ciekawego.

Jak Wam pisałam w grudniu w zapowiedziach dostałam od narzeczonego na "Mikołajki" błyszczyk. Byłam bardzo zaskoczona że kupił mi właśnie TAKI prezent i skąd wiedział że go chcę?! Wychodzi na to że ostatnimi czasy bardzo uważnie mnie słucha - co do niego mówię. Dziwne prawda? :)
Tak więc po otworzeniu pudełeczka z prezentem byłam mega zaskoczona i zadowolona gdyż moim oczom ukazał się błyszczyk do ust Christian Dior Lip Maximizer. Od dłuższego czasu go chciałam, czytałam o nim aż w końcu och tak MAM GO! :) Co prawda ja nie wierzę w tego typu kosmetyki ale jednak intuicja mi mówiła musisz go mieć. Jakie są moje spostrzeżenia? Zapraszam Was dalej :)



Dior Lip Maximizer według opisu producenta ma w składzie aktywny kolagen który daje efekt natychmiastowego oraz długotrwałego wypełnienia, poprawia ukrwienie ust oraz daje efekt świeżości. Zacznę od końca czyli od świeżości - faktycznie odczuwamy taki delikatny efekt świeżości z racji tego że w składzie jest mięta i wanilia które dają zamierzony efekt. Jest to wyczuwalne. Nawet w zapachu błyszczyka czuć tą miętę. Mi to osobiście nie przeszkadza, jest to przyjemne. Błyszczyk nie daje takiego intensywnego efektu pieczenia, mrowienia jak inne błyszczyki które używałam a które miały powiększać usta. Błyszczyk nawet długo utrzymuje się na ustach, bardzo ładnie je nawilża i zostawia bardzo naturalny połysk na ustach. Widać że usta są pełniejsze, ładniejsze i zdrowsze. Nie jest to spektakularne powiększenie na miarę ust Natalii Siwiec :x czy też innych "kaczorków" ale fakt faktem że usta poprzez to intensywniejsze ukrwienie stają się pełniejsze, wyraziste. Opakowanie błyszczyka jest bardzo eleganckie, wygodne w użyciu.




Aplikator błyszczyka jest również wygodny w użyciu, nie jest ani mały ani duży - taki w sam raz by precyzyjnie nałożyć produkt. Błyszczyk nie skleja ust i chwała mu za to bo tego nienawidzę. Jest wydajny, jedno zanurzenie aplikatora w błyszczyku wystarczy by otrzymać zamierzony efekt. Szczerze mówiąc jestem bardzo zadowolona że go mam. Daje właśnie taki efekt jaki bym chciała. Podoba mi się bardzo że usta wyglądają na mega zdrowe i zadbane. Naprawdę super. Jedynym minusem tego kosmetyku jest jego cena gdyż w regularnej cenie kosztuje 165 zł. Nie wiem czy są jakieś promocje na niego ale warto się rozejrzeć, może akurat.



W następnym poście postaram się Wam napisać słów kilka o olejku do ust Clarins, Instant Light Lip Comfort Oil.

Co o nim myślicie kochane? Kto ma? Kto sobie chwali a kto nie? Czekam na Wasz opinie :)
Chciałam też podziękować dziewczynom które mi pomogły i dały znać czy widzą moje posty bo miałam małą awarię. Dziękuje Wam :*

Życzę cudownej soboty i niedzieli :) Znajdźcie czas dla siebie! :)
A.

Ciekawe cienie do powiek oraz mój prezent urodzinowy

Witajcie kochane !

Dość trochę mnie nie było ale dopadła mnie grypa. Ta pogoda jest teraz tak straszna a wirusów cała masa. Pisząc tego posta leże w łóżku z ogromną ilością chusteczek i kroplami do nosa. Piję herbatę raz z cytryną i miodem a raz z imbirem ... I tak w koło. Mam nadzieję że już w ten weekend dojdę do siebie.

W tym tygodniu miałam urodziny i zostałam obdarowana przez mojego Narzeczonego prezentami a między innymi był też telefon który od dłuższego czasu był przeze mnie obserwowany. O tym później ;)
Najpierw o cieniach do powiek kupionych przeze mnie przypadkowo. Cienie kupiłam na jakieś wielkie wyjście a nie miałam wtedy w ogóle pomysłu na makijaż. Chodząc po Rossmanie i zastanawiając się po co ja tu w ogóle przyszłam ... zaczepiła mnie ekspedientka która chętnie mi pomogła i zaproponowała cienie o których dziś mowa.



Sypkie cienie do powiek Verona, Ingrid, 4 You. Cienie do powiek zawierają cztery kolory a każdy jest w oddzielnej przegródce z osobnym aplikatorem. Jest to wygodne bo każdy odcień ma swój aplikator i nie trzeba brudzić aplikatora innym kolorem. Cały słoiczek czy też opakowanie cieni jest bardzo wygodne i praktyczne. Napisy na opakowaniu nie są trwałe ale ja też dużo podróżuje a moje kosmetyki "latają" po kosmetyczkach i ocierają się jedne o drugie. Cienie są bardzo trwałe a ich kolor bardzo wyrazisty, błyszczący i dający ciekawy efekt. Wygodnie się nimi pracuje. Cienie się nie osypują i nie rozmazują. Z racji tego że są tak intensywne są też wydajne bo wystarczy nam jedna, dwie  aplikacja i gotowe. Nie musimy po kilka razy dobierać cieni żeby uzyskać zamierzony efekt.
Powiem Wam że jestem naprawdę zadowolona gdyż można cienie wykorzystać i na wielkie wyjścia i nadają się do makijażu dziennego. Możemy tymi cieniami rozświetlić dany obszar powieki. Dodać odrobinę wow ;) Cena nie jest wygórowana jeśli chodzi o taką jakość cieni. Płacimy za produkt 15 zł. Nie jest źle prawda? :) Marka ma do zaoferowania kilka odcieni i każda z nas pewnie znajdzie coś dla siebie. Ja znalazłam i szczerze polecam.







Dobrze, teraz możemy przejść do mojego urodzinowego prezentu, którym jestem zachwycona. Wszystko jest tak jak producent nam obiecuje więc póki krótkiego użytkowania mogę Wam napisać że jeśli szukacie dobrego telefonu to już wiecie co kupić ;) Wcześniej miałam Iphone 5 i również byłam, jestem zadowolona. To dobre telefony a raczej mini komputery w których znajdziemy właściwie wszystko. Pewnie w kolejnych postach dam Wam znać jak prezent się sprawuje ale pewnie będzie tak jak dotychczas z Iphone 5. Mega pozytyw ;)




Kochane a Wy znacie cienie o których dziś mowa? Macie je? Jakie jest Wasze zdanie? Udanego weekendu i dużo zdrówka Wam życzę :)
A.


Ps. Przypominam o Instagramie :) Tam prywatnie - KOSMETYKIWMOIMSWIECIE