Organic lip balm


Cześć kochani,

Znów do Was wracam. Miałam trochę spraw na głowie więc musiałam załatwić to i tamto :)
Ale już jestem i zabieram się do pisania.
W okresie jesienno zimowym lub wiosną każdy z nas stara się dbać o spierzchnięte i popękane usta które są narażone na czynniki zewnętrzne typu mróz czy wiatr. Ja również mam podatne usta na te czynniki i staram się pielęgnować usta jak tylko mogę.

Niestety ale u mnie w kraju jest bardzo często chłodny wiatr a co za tym idzie o usta muszę dbać cały czas. Ostatnio natknęłam się na bardzo fajne i ciekawe balsamy do ust od marki NAKED LIPS tutaj macie link do stronki producenta. Marka ta oferuje balsamy do ust oraz peelingi. Wszystkie produkty są organiczne i mają przepiękne, owocowe zapachy. Dla każdego znajdzie się coś innego :) Kosmetyki mają różne składy. Jedne z masłem shea inne z aloe vera. Każdy dobierze produkt do swoich potrzeb. Ja mam dwa te balsamy w sztyfcie. Jeden to After Sun Citrus & Aloe Vera oraz Superfruits Bluberry, Acai, Goji, Baobab and Pomegranate. Więc jak widać składy ciekawe i bardzo zróżnicowane :)

Balsamy te są bardzo wydajne i oprócz tego że pięknie pachną i mają fajny skład to jeszcze bardzo dokładnie nawilżają nasze usta, pielęgnują i przynoszą nam ulgę i to natychmiast. Jestem zadowolona z nich i ciesze się że mogłam je wypróbować. Kupicie je tutaj. Z tego co się orientuję w Polsce nie są dostępne ale mogę się mylić. Jeśli są dostępne to dajcie mi znać.
Tyle jeśli chodzi o owocowo-organiczne nawilżacze do ust. Wpis nie jest długi ale zależało mi żebyście zobaczyły i sprawdziły sobie tą markę bo wiem że jest dużo osób lubujących się w kosmetykach naturalnych bądź ekologicznych. Jeśli tylko będziecie mieć okazję je kupić to zachęcam :)
Trzymajcie się cieplutko i zapraszam na Instagram KOSMETYKIWMOIMSWIECIE

A.

ORIGINS A Perfect World

Hej kochani,

Witam Was w to piękne, słoneczne, majowe popołudnie. Pogoda nam dopisuje to człowiekowi aż chce się żyć i ma pełno energii!

Przychodzę dziś do Was z moim nowym żelem do mycia twarzy. Właściwie już nie taki nowy bo używam go dwa tygodnie ale na tyle się poznaliśmy że mogę o nim kilka słów napisać.
Żel ten jest marki ORIGINS z serii A PERFECT WORLD with white tea.

Jest to już kolejny kosmetyk tej marki i za każdym razem jestem zadowolona. Tak też jest w przypadku tego żelu.
Bardzo ładnie pachnie, świeżo, orzeźwiająco. Jest mega wydajny. Wystarczy wycisnąć z opakowania krople wielkości grochu na dłoń i to nam wystarczy by dokładnie umyć naszą twarz. Ładnie się pieni, lubię jak kosmetyki się pienią. Bardzo dokładnie oczyszcza naszą twarz. Skóra po umyciu jest świeża, delikatna w dotyku, dokładnie oczyszczona i gotowa do dalszej pielęgnacji. Żel ten radzi sobie z makijażem czy jego resztkami. Zawiera w swoim składzie białą herbatę, minerały i aminokwasy palmy kokosu oraz owsa.

 Jestem z niego bardzo zadowolona chociaż ma jeden minus który jakoś szczególnie mi nie przeszkadza ale jednak jest, otóż żel ten szczypie mnie w oczy. Już dawno nie miałam żelu który szczypie mnie w oczy. Cóż tragedii z tego powodu jakoś strasznie nie ma, nadal go będę używać i nadal będę zadowolona :) Używanie go sprawia mi radość. Jego opakowanie jest również wygodne i praktyczne. Żel ten kupiłam za ok 110 zł za 150 ml. Myślę że jest wart swojej ceny gdyż jest naprawdę bardzo wydajny i starczy nam na kawał czasu. Ja kupiłam w sklepie stacjonarnym ale również kupicie online. Mogę go Wam spokojnie polecić bo będziecie tak samo zadowolona jak ja :) Spokojnie mogą  go używać osoby z cerą mieszaną czy normalną. Pewnie do niego wrócę ale mam jeszcze kilka żeli na oku. Więc muszę przetestować wszystko po kolei :)



Znacie ten kosmetyk? Możecie mi o nim coś napisać? Chętnie poczytam :)
Cudownego popołudnia oraz wieczou :)
A.

KWIECIEŃ - podsumowanie miesiąca


Cześć dziewczyny,

Nadszedł czas podsumowania miesiąca kwietnia. Zastanawiam się tylko kiedy on mi tak szybko minął. To chyba jakiś żart bo zaledwie kilka dni temu - dokładnie takie mam odczucie, pisałam podsumowanie miesiąca marca. Wam czas też tak szybko leci? Kurczę, jakby go spowolnić? Nie chcę się tak szybko starzeć ;)

Kwiecień - od początku tego miesiąca czekałam na Święta Wielkanocne, popędzałam dzień za dniem (i chyba dlatego tak szybko zleciał) by zobaczyć się z moimi rodzicami, którzy przylecieli do nas na tydzień urlopu no i też na Święta. A przed ich przyjazdem wiadomo porządki i ogarnianie.
Ich pobyt u nas też strasznie szybko minął, nie zdążyłam się nimi nacieszyć a już musieli wracać. Jednak był to udany czas i dobrze go będę wspominać. Nadal czekam na słońce tak samo jak w miesiącu marcu. Ale doczekać się nie mogę ... Może jak będę pisała podsumowanie Maja to napisze Wam że w końcu przyszło do nas słońce :) W czasie Świąt mieliśmy tylko dwa dni słoneczka więc wykorzystaliśmy ten czas na spacery nad morzem. Kocham morze :)


# Nadal kontynuuję ćwiczenia ujędrniające uda oraz pośladki. Jedynie w czasie Świąt zrobiłam sobie wolne ale zaraz po wróciłam do nawyku z poprzedniego miesiąca. W tej kwestii nic się nie zmieni póki nie zobaczę zadowalających mnie efektów. Jeśli ktoś nie czytał podsumowania Marca to umieszczam Wam tutaj filmik z którym ćwiczę Klik oraz dodałam sobie do tego część drugą filmiku tj. Klik. Jeżeli już jesteśmy w temacie pielęgnacji ud oraz pośladków to nadal je szczotkuję na sucho. Szukam dodatkowo jakiegoś produktu ujędrniającego na te partie ciała. Jeśli coś możecie mi zaproponować to piszcie w komentarzach - będę wdzięczna. Lub na instagramie ;)

# Czasem nie mam czasu na maseczki ale wzięłam się w garść i sumiennie dwa razy w tygodniu nakładam maski na twarz. Najczęściej towarzyszyła mi w tym miesiącu maska od Origins Original Skin Retexturing Mask with Rose Clay. Napiszę Wam o niej osobną recenzję bo warto się jej przyjrzeć bliżej. Teraz Wam mogę tylko napisać że to świetna maska i ją serdecznie polecam :)

# W kwietniu codziennie używałam kremu i nadal używam i chyba będę używać kremu do twarzy na dzień od CLARINS. Jestem w nim zakochana i nakładanie go na twarz sprawia mi ogromną radość. Pisałam Wam o nim pełną recenzję tutaj KLIK. Kto jeszcze go nie używał ten powinien spróbować :)

# Nadal nawadniam organizm a wieczorami po ciężkim dniu zaparzam sobie herbatki PUKKA. W tej kwestii póki co nic się nie zmieniło i nie zmieni. Piję też więcej herbaty w cytryną. Wracam do wspomnień, do domu.


# Na nadal zimne wieczory polecam książkę " Sekrety urody Koreanek" Elementarz pielęgnacji. Książka jakiś czas temu robiła furorę na blogach i Instagramie więc kto jeszcze nie miał jej okazji przeczytać to polecam. Można pogłębić swoją wiedzę, poznać inny punkt widzenia w sferze pielęgnacji. Czyta się szybko i przyjemnie. Oczywiście nie dajmy się zwariować i nie rzućmy wszystkimi kosmetykami do kosza na rzecz koreańskich kosmetyków. Zachowajmy zdrowy rozsądek i wyciągnijmy odpowiednie wnioski z książki.

# W miesiącu kwietniu używałam kominka z olejkiem zapachowym, różanym. Działa na mnie odprężająco i otula mnie swym zapachem :)

# Czy sobie coś kupiłam w miesiącu kwietniu? Hm ... tak ;) Kupiłam dwie pary spodni w H&M oraz Diorshow Maximizer marki Dior. Jest to baza/serum pod tusz do rzęs mająca na celu wzmocnić oraz wydłużyć rzęsy. Nie powiem Wam jak się sprawuje gdyż jeszcze jej nie używałam ale na pewno dam Wam znać. Czytałam na jej temat wiele dobrych opinii i liczę że sprawdzi się też u mnie.

Myślę że to tyle jeśli chodzi o miesiąc Kwiecień. Tak szybko mi minął że nawet nie ma go co opisywać :) Ale przyjemnie mi się te podsumowania pisze więc zostanę przy tym.

A jak Wam minął Kwiecień? Tak samo szybko jak i mi?
Przesyłam uściski i trzymajcie się cieplutko!
A.

CLARINS krem na dzień oraz na noc


Witajcie !

Jak Wam mija niedziela? U mnie dziś na spokojnie. Właśnie piję herbatkę i zabieram się do pisania a później obiadek i słodkie lenistwo. Muszę naładować akumulatorki bo zapowiada się ciężki tydzień.

Dziś napiszę Wam o moich dwóch ulubieńcach. Długo szukałam odpowiedniego kremu na noc i na dzień i mogę chyba już napisać że znalazłam! Pewnie będą miesiące kiedy zdecyduje się na coś nowego bo lubię testować ale te kremy są już u mnie zapisane w stałej pielęgnacji i będę do nich wracać.

Zacznę od kremu na noc gdyż już Wam kiedyś o nim wspominałam. CLARINS Multi-Active Nutit Przeciwzmarszczkowy krem na noc dla skóry normalnej i suchej. Krem ten jest przeznaczony dla kobiet po 30 roku życia ale spokojnie mogą po niego sięgnąć kobiety wchodzące w 25 rok życia.
Krem ma za zadanie ochronić naszą cerę przed pierwszymi oznakami starzenia, nawilża nas, ujędrnia, spłyca pierwsze zmarszczki oraz zapewnia ochronę przed czynnikami zewnętrznymi. W swoim składzie zawiera ekstrakt z dzikiego ostu w kapsułkach, wolny ekstrakt z dzikiego ostu, organiczny ekstrakt z maku kalifornijskiego, kwas hialuronowy, organiczny ekstrakt z kiwi oraz organiczne masło shea. Skład bardzo zachęcający. Wszystkie te dobrodziejstwa są zamknięte w eleganckim, szklanym słoiczku a zawartość to 50 ml. Kosmetyk ten kupimy za 299 zł. Możecie kupić na stronie producenta lub w drogerii internetowej czy stacjonarnie np. w Sephora.
Jakie są moje wrażenia? Otóż kosmetyk ten stosuję od grudnia. Najpierw używałam próbki która była dość wydajna pisałam Wam o tym tutaj Klik - było to 15 ml produktu który był w zestawie z kosmetykami CLARINS. Wtedy Wam już pisałam że zaraz po próbce kupuję pełnowymiarowy produkt i tak też zrobiłam. Stosuję go codziennie wieczorem po dokładnym demakijażu. Nakładam niewielką ilość, gdyż jest bardzo wydajny i rozprowadzam po twarzy a następnie delikatnie wklepuję. Używam go albo w połączeniu z olejkiem od Kiehl's Midnight Recovery o którym pisałam Klik albo osobno. Krem ten szybko się wchłania i bardzo przyjemnie pachnie. Rano wstaję z nawilżoną, odżywioną cerą która jest przyjemna w dotyku. Naprawdę jestem z niego zadowolona i chętnie po niego wieczorem sięgam. Jest to krem który mogę polecić każdemu kto ma cerę suchą lub normalną i nie ma problemów trądzikowych i innych tego typu. Szukałam bardzo dobrego kremu na noc i go znalazłam! :)



Moje kolejne odkrycie i ulubieniec to krem na dzień również CLARINS Multi-Active Jour Przeciwzmarszczkowy krem dla każdego rodzaju skóry. Krem ten jak i jego "brat" jest przeznaczony dla kobiet po 30 roku życia i tu również śmiało mogą po niego sięgać kobiety wchodzące w 25 rok życia. Właściwie mogłabym skopiować wszystko to co napisałam o kremie na noc i wkleić tutaj gdzie mowa o kremie na dzień. Kremy te różnią się tylko kolorem słoiczka, delikatnie zapachem ale ten również jest piękny oraz nieco składem gdyż krem na dzień oprócz ekstraktu z dzikiego ostu zawiera również ekstrakt z myrothamnus oraz pigmenty "świetlne". Również zawiera kolagen jak krem opisany wyżej. Sięgam po niego rano po oczyszczeniu i osuszeniu twarzy. Nakładam niewielką ilość bo również jest wydajny jak krem na noc i rozsmarowuję a następnie wklepuję w twarz. Za 50 ml produktu zapłacimy 279 zł. Jest nieco tańszy. Znajdziecie go na stronie producenta lub w Sephora online lub stacjonarnie.
Oba te kremy świetnie współgrają z innymi dodatkami które stosuję czyli olejki czy sera. Nie mam żadnych niespodzianek w postaci uczuleń czy wyprysków. Moja twarz uwielbia te dwa kremy i sprawia mi ogromną radość ich używanie. Dodam jeszcze że krem na noc nadaję się pod pokład. Nic z podkładem się nie dzieje typu kruszenie czy rolowanie. Moja twarz po użyciu tego kremu jest cały dzień nawilżona i macha do wszystkich "patrzcie jaka jestem świeża, odżywiona i nawilżona" :)

Polecam :)

Życzę Wam cudownej niedzieli i udanego, nowego tygodnia! :)
A.

Eveline Cosmetics

Witajcie kochani,

Mało aktywna jestem na blogu w miesiącu kwietniu ale przed Świętami jak i w czasie Świąt miałam urwanie głowy więc jestem usprawiedliwiona. Dziś się już u mnie uspokoiło więc zrobiłam sobie kawkę i siadam do pisania.

Na początku miesiąca otrzymałam od marki Eveline Cosmetics przesyłkę a w niej znajdowało się kilka kosmetyków. Pokazywałam Wam na Instagramie :)
Marka Eveline jest mi obca. Jakoś nigdy nie było mi po drodze by sięgnąć po ich kosmetyki. Ostatnio jednak widziałam na Instagramie że pewna dziewczyna zachwalała ich olejki do ust. Obiecałam sobie że jak tylko będę w Polsce to również kupię sobie te olejki bo bardzo lubię różnego rodzaju nawilżacze do ust. Jednak Eveline mnie wyprzedziło i wysłało mi między innymi olejki w paczce. Nawet nie wiecie jak bardzo się ucieszyłam otwierając pakę!
Miałam dość trochę czasu by przetestować kosmetyki które otrzymałam. Zacznę może od olejków jak już jesteśmy w ich temacie. W paczce były dwa olejki/serum do ust. Jeden to Cranberry a drugi Raspberry. Oba bardzo ładnie pachną aż ma się ochotę je zjeść :) Olejek ma za zadanie zregenerować, nawilżyć, powiększyć, wygładzić, ujędrnić, zniwelować zmarszczki, poprawić kontur oraz chronić przed słońcem,wiatrem czy mrozem. Jakie są moje wrażenia? Wygodnie i przyjemnie aplikuje się olejek na usta. aplikator jest delikatny i fajnie sunie po ustach. Ja nakładam dwie warstwy bo jedna nie jest dla mnie wystarczająca. Faktycznie olejek dobrze nawilża nasze usta, wygładza oraz chroni przed wiatrem którego u mnie ostatnio pod dostatkiem. Nie zauważyłam spektakularnego powiększenia i nawet tego się nie spodziewałam. Zwyczajnie nie wierze w tego typu powiększenie ust. Tak samo było w przypadku Maximizera od Dior. Teoretycznie powiększa usta ale w praktyce wygląda to zupełnie inaczej.

Olejek dość długo utrzymuje się na ustach. Usta ładnie się prezentują. Olejki te mają też bardzo fajny skład bo zawierają olejek arganowy, kokosowy, awokado, z oliwek, Inca Inchi oraz kolagen. Jestem też ciekawa tego zniwelowania zmarszczek bo jedna malutka pojawiła mi się koło ust. Będę systematycznie stosować ten olejek i dam Wam znać jak moja zmarszczka. Właściwie szukałam preparatu do ust na tą zmarszczkę. Może znalazłam ideał?
Podsumowując olejki jestem z nich zadowolona i chętnie do nich będę wracać. Parę osób porównywało te olejki do tych z Clarins ale to dwa odmienne światy.
Produkty te możecie znaleźć na stronie producenta KLIK w cenie 17,99 zł Cranberry oraz Raspberry 19,79 zł. Jak widzicie olejki nie są bardzo drogie a naprawdę warto po nie sięgnąć :)

Kolejny produkt z paczki to tusz do rzęs All in on. Jak wiecie używam i drogich i tanich tuszy. Na to u mnie nie ma reguły. Ważne by tusz spełniał wszystkie moje wymagania. Jeśli jest tani też może być ważne że spełni moje oczekiwania. I tak też jest w przypadku tuszu od Eveline. Tusz ten jest w cenie 13,85 zł ale to wcale nie znaczy że jest gorszej jakości, wręcz przeciwnie. Jak go otworzyłam to nie byłam zadowolona ze szczoteczki bo nie lubię takich gumowych ... Ale spróbowałam i miło mnie efekt zaskoczył. Szczoteczka bardzo ładnie rozczesuje moje rzęsy. Naprawdę byłam po wrażeniem. Tusz daje nam naturalny efekt. Moje rzęsy po zastosowaniu są ładnie wydłużone i pięknie rozczesane. Rzęsy nie są ze sobą sklejone. Więc jeśli mam ochotę na delikatny, lekki makijaż to tusz ten jest dobrym wyborem. Polecam :)


Jeśli już jesteśmy przy makijażu oczu to napiszę o dwóch kolejnych kosmetykach które były w paczce. Baza pod cienie All Day Stay 24h. Producent zapewnia nas o przedłużeniu trwałości makijażu, wzmacnia intensywność cieni, odżywia, nawilża, ujędrnia, napina, regeneruje, wygładza zmarszczki i zapobiega powstawaniu nowych. Jak jest w rzeczywistości? Otóż rzeczywiście przedłuża trwałość makijażu, cienie utrzymywały mi się przez cały dzień, faktycznie wzmacnia intensywność cieni oraz delikatnie nawilża powieki. Aplikacja jest banalna, co i jak to wiecie. Nakładałam produkt opuszkiem palca na powiekę i delikatnie wklepywałam po czym nakładałam pędzelkiem cienie. Produkt jest dostępny w cenie 18,68 zł na stronie producenta KLIK. Nie mam zastrzeżeń, śmiało mogę polecić. Jedynie zapach mi się nie podoba ale nie czuć go po nałożeniu, zaraz się ulatnia.
Jeśli baza to o cienie. Od dłuższego czasu sięgam tylko po beże. Kiedyś były to fiolety, bordo później szarości a teraz beże i czasem brąz. Tak więc gdy przyszła do mnie paletka od Eveline Rose all in one to sobie pomyślałam że już lata nie używałam takich kolorów w odcieniu różu czy bordo. Nawet się zaśmiałam sama do siebie.
Byłam tak ciekawa tej palety że następnego dnia zaraz poszła w ruch. I wiecie co? Kurdę naprawdę mi się te kolory podobają. Oczywiście nie zrezygnuje z moich beżowych i brązowych cieni bo naprawdę je lubię ale te kolory również będą teraz pojawiać się na moich powiekach. Paletka ta zawiera 12 odcieni. Kolory te wpadają w bordo, róż, fiolet i brąz. Można z tej palety wyczarować makijaż dzienny jak i wieczorowy. Naprawdę ładne zestawienie. Cienie są miękkie, wygodne w aplikacji, nie osypują się. Jednak by osiągnąć zamierzony efekt potrzebna nam będzie baza pod cienie. Inaczej cienie z palety nie będą takie ładne na powiece jak byśmy chciały. Na dzień dzisiejszy jestem z tej palety zadowolona, zobaczymy jak będzie dalej. Koszt to 51,59 zł. W najbliższym czasie pokażę Wam jak wyglądają na skórze z bazą i bez niej. Polecam paletkę :)
Ostatni już produkt z paczki to oczyszczający płyn micelarny by zmyć te wszystkie specyfiki o których wyżej napisałam ;) Nie mam szczególnych wymagań jeśli chodzi o płyny micelarne. Mają dokładnie zmywać makijaż, nawilżać, nie piec i nie ściągać skóry. Oczyszczający płyn micelarny FACEMED+  od Eveline Cosmetics świetnie radzi sobie z usuwaniem makijażu nawet tego wodoodpornego. Dokładnie go przetestowałam ;) Nie zawiera alkoholu, nadaje się do cery z niedoskonałościami oraz takiej która ma problem z nadmiarem sebum. Bardzo ładnie pachnie i nawilża moją skórę. Bardzo dobry produkt i wydajny, używam i używam a nie widać by coś ubywało. Podoba mi się też to że nie pozostawia tłustej warstwy i nie zamazuje oczu. Czasem po micelarach mam taką jakby mgłę ?
Cena to ok 17 zł za 400 ml produktu.

Powiem Wam że jestem miło zaskoczona tymi produktami i zachęcona by spróbować innych kosmetyków tej marki.

Pozdrawiam Was i zapraszam na Instagram
A.