DIORSHOW MAXIMIZER 3D


Dzień dobry,

Kochani jak Wam mija weekend? U mnie dziś słoneczna niedziela, siedzę na balkonie i pije pyszną kawę. Korzystając z wolnej chwili napiszę Wam słów kilka o moim ostatnim zakupie. Pamiętacie może jak pisałam Wam o tuszu do rzęs marki DIOR? Mam na myśli Diorshow Iconic Overcurl o którym możecie przeczytać tutaj. Wtedy pisałam Wam że kupiłam go pod namową koleżanki i że to był dobry zakup. Tym razem znowu dałam się namówić i kupiłam Diorshow Maximizer 3D. Muszę przestać chodzić z nią na zakupy bo zbankrutuje. A coś więcej na temat tego zakupu?
Otóż produkt ten jest serum-odżywką do rzęs która ma za zadanie wzmocnić i wydłużyć nasze rzęsy oraz nadać lepszego efektu po nałożeniu tuszu do rzęs. Możemy ten produkt używać jako zwykłą odżywkę np. nakładając ją na noc na rzęsy lub jako bazę pod tusz. Ja używam tego kosmetyku tylko jako bazę dlatego że nie jestem konsekwentna w pielęgnacji rzęs. Miałam już dużo odżywek i zawsze po paru dniach odżywki lądowały gdzieś na dnie pułki i tyle było z kuracji. Jako baza pod tusz kosmetyk ten sprawdza mi się bardzo dobrze. Wygodnie się go aplikuje, dokładnie się go rozprowadza po rzęsach, nie pozostawia grudek i innych cudów. Zaraz po nałożeniu bazy przystępuję do nakładania tuszu. Tusz również aplikuje się dobrze, baza w żaden sposób nie utrudnia aplikacji tuszu. Wszystko razem dobrze ze sobą współgra i faktycznie baza poprawia jakość tuszu. Rzęsy są jeszcze lepiej wyeksponowane, podkreślone i wydłużone. 
Baza też ma ciekawy skład bo zawiera między innymi kwas hialuronowy. Ogólnie fajny produkt ale idzie się obejść i bez niego. Powiem Wam tak, było to ciekawe doświadczenie, coś innego, nowego ale kolejny raz już tej bazy nie kupię. Nie jest to kosmetyk który musisz mieć w kosmetyczce. Oczywiście polecam go jak najbardziej bo złego słowa o nim napisać nie mogę ale jeśli masz na niego wydać 155 zł to przeznacz tą sumę na dobrej jakości krem do twarzy lub inny ważniejszy kosmetyk. 

Jestem ciekawa czy ktoś to serum/odżywkę miał i może się w tej kwestii wypowiedzieć?
Dajcie znać :)

Cudownej niedzieli i dużo energii Wam posyłam na nadchodzący tydzień :)
A.

ORIGINS maska


Witajcie kochani,

Post miał być co prawda wczoraj ale niestety nie miałam czasu. Jak wiecie ostatnimi czasy lubuje się w kosmetykach marki Origins. Pisałam Wam o maseczce i "podkładzie" pod maski tutaj oraz żelu do mycia twarzy tutaj. Zawsze jestem z kosmetyków Origins zadowolona i chętnie po nie sięgam. Interesują mnie ich kosmetyki i tak było też tym razem. Po przeczytaniu pozytywnych opinii na temat maski do twarzy Original Skin Retexturing Mask with Rose Clay skusiłam się i ją kupiłam. Oczywiście był to dobry zakup. A dlaczego? Dowiecie się czytając dalej.

Po pierwsze bardzo mi się podoba połączenie maski z peelingiem. Jeśli ktoś jest zabiegany i nie ma czasu na osobny peeling i maskę to w przypadku tego produktu będzie miał dwa w jednym. Świetny pomysł. Nie dość że nasza skóra jest odżywiona to jeszcze złuszczona. Super, prawda? Cząsteczki peelingujące są delikatne, nie jest to typowy zdzierak tylko delikatne złuszczanie.
Zawsze nakładam maskę na oczyszczoną twarz i czekam 10 minut po czym kolistymi ruchami zmywam za pomocą ciepłej wody. Maska jest gęsta, zbita ale aplikacja jest banalna a zmywanie nieco cięższe ale wiadomo tam gdzie glinka tam więcej czasu musimy poświęcić na zmycie maski. A propos glinki. Zawsze używałam tylko czarnej która świetnie się u mnie sprawdzała a tym razem mam glinkę różową która również polubiła się z moją cerą. Ogólny skład maski jest całkiem ciekawy bo zawiera koalin, wyciąg jojoba, olejek lawendowy i grapefruitowy, olejek z kwiatów pelargonii, olejek z rzymskiego rumianku, olejek z szałwii, wyciąg z róży, wyciąg z alg oraz kwas hialuronowy.
Dość sporo dobrodziejstw, prawda?
W miarę możliwości bo mam też inne maski i każdej chce używać nakładam ją raz w tygodniu czasem dwa. Moja cera po zmyciu kosmetyku jest promienna, odżywiona i widać że maska działa i poprawia kondycję naszej cery. Chętnie będę po nią sięgać bo naprawdę jestem z niej zadowolona. Kupiłam ją stacjonarnie ale spokojnie ją dostaniecie online czy w drogeriach Sephora. Cena maski to 99 zł za 100 ml produktu. Maska jest wydajna więc śmiało możecie zainwestować.

Znacie ten produkt? Jak się sprawdził u Was?

Ps. Maska nieco Was może szczypać ale nie martwcie się to normalne, też tak mam. Tak samo w przypadku tej czarnej.

Pozdrawiam i cudownego tygodnia Wam życzę.
A. 

Podsumowanie miesiąca MAJ


Witajcie kochani!

Za każdym razem gdy pisze podsumowanie miesiąca zastanawiam się czy z moim poczuciem czasu wszystko w porządku... Czas tak szybko mi ucieka że nie nadążam. Ledwo co pisałam podsumowanie miesiąca kwietnia a tu już piszę podsumowanie maja. Pewnie jeszcze trochę i będę pisała o grudniu. Wam ten czas też tak szybko leci? Masakra jakaś!

MAJ - cóż ja o nim mogę napisać? Zrobiło się w końcu ciepło i więcej czasu mogłam spędzać na spacerach i plaży. Kocham morze i plaże z ciepłym piaskiem. Spędzanie czasu na plaży jest dla mnie bardzo odprężające więc korzystam z tego luksusu ile się da i na ile pozwoli pogoda. Uwielbiam słuchać szumu fal i leżeć na piasku. Czytać książkę lub zwyczajnie leżeć i rozmyślać :) Tak więc maj rozpieszczał mnie pod kątem pogody i czasu spędzonym na plaży. Więcej też spacerujemy i oddychamy świeżym powietrzem.


# Od początku roku systematycznie starałam się ćwiczyć pośladki oraz uda pisałam Wam o tym w poprzednich podsumowaniach jednak w tym miesiącu wstyd się przyznać ćwiczyłam tylko 2 razy a szczotkowanie poszło w zapomnienie. Jest mi z tego powodu bardzo przykro bo zawiodłam sama siebie. Moje samozaparcie i dyscyplina w miesiącu maju rozpłynęły się w powietrzu... Wstyd! Liczę że na koniec czerwca napiszę Wam że się poprawiłam...

# Jeśli chodzi o moją pielęgnację twarzy to nic szczególnego się nie zmieniło. Nadal używam kremów od CLARINS o których Wam pisałam tutaj. Mam zamiar skończyć wszystkie maski czy sera które mam tak więc sumiennie wszystko kończę i pewnie o niektórych kosmetykach Wam napiszę na blogu. Jeśli jesteśmy w temacie pielęgnacji to sumiennie nakładam olejek do paznokci od Sally Hansen i jestem zadowolona z efektów więc też Wam wrzucę na bloga informacje o nim. Efekt jest wow! 

# W dalszym ciągu nawadniam organizm, sięgam systematycznie po witaminy i suplementy oraz zdrowiej jem, sięgam jeszcze częściej po owoce i warzywa a do tego robię soki. Jem też więcej jogurtów bo z tym był u mnie problem.

# W miesiącu maju nie przeczytałam nic co mogłabym Wam polecić. Kurczę, ten miesiąc był dla mnie mega leniwy. Nie zrobiłam w zasadzie nic sensownego i nic czym bym się mogła pochwalić oprócz tego że spędziłam połowę tego czasu na plaży. Nie wiem czy żałować czy cieszyć się że mogłam odpocząć i zrobić sobie reset. Ileż można coś udowadniać i pędzić jak inni. Choć nie ukrywam że mam trochę wyrzuty sumienia ...

# Nie miałam w planach żadnych kosmetycznych zakupów ale kupiłam kilka masek w płachcie od Sephora, peeling do twarzy od Origins oraz peeling do Ciała BodyBoom. Pewnie dam Wam znać jak kosmetyki te się u mnie spisały.

# Odsunęłam się od toksycznych ludzi w moim otoczeniu oraz takich którzy odzywali się tylko jak coś chcieli. Skupiam się na sobie i moich bliskich oraz na tych na których mogę zawsze liczyć.

Miesiąc MAJ był to miesiąc odpoczynku i refleksji. Większego niż zazwyczaj lenistwa. Czas zresetowania się i zastanowienia co jest dla mnie najważniejsze. Czy był to zmarnowany czas? Nie do końca ale mam odrobinę żalu do siebie że nie zrobiłam nic ambitnego.
Życzę Wam udanego czerwca i samych sukcesów.


A.




Kiehl's Creamy Eye with Avocado


Witajcie kochani,

Dziś przychodzę do Was z produktem legendą :) Chyba każdy już o tym produkcie czytał i bardzo dużo osób miało okazję kosmetyk ten używać. Swego czasu było o nim głośno na blogach i Instagramie. Ja sama również go kupiłam dlatego że czytałam o nim same pozytywne opinie.
Pewnie już Wam bokiem wychodzi czytanie o nim i oglądanie go ale ja sama chciałabym dodać kilka groszy od siebie i napisać jakie są moje odczucia po styczności z nim.
Otóż jeszcze do niedawna nie dbałam jakoś specjalnie o okolice oczu. Wychodziłam z założenia że jeśli mam dobry krem do cery a problemów typu wory pod oczami czy cienie są mi obce to po co dodatkowo inwestować w tego typu kosmetyki? Bez sensu, prawda? Po drodze od tego czasu natknęłam się na trzy kremy pod oczy. Nie były to miłe doświadczenia i zniechęciłam się. Więc cholerka, po co mi ten krem pod oczy? Następnie weszło bum na punkcie kremu pod oczy Kiehl's Creamy Eye Treatment with Avocado. Myślę sobie ok, kupuje! Czy to była dobra decyzja? Otóż tak moje drogie! Dlaczego? Jest to pierwszy krem pod oczy po którym moje oczy nie łzawią a rano wstaję z pięknie nawilżoną skórą w okolicach oczu.

Jestem przed trzydziestką i myślę sobie że jeśli teraz zadbam i odpowiednio nawilżę tą strefę twarzy to zaprocentuje to w przyszłości. W tym wypadku sprawdzi się powiedzenie "Jak dbasz tak masz". Trochę informacji o naszym bohaterze :) Krem jest w słoiczku i mamy gwarancję że użyjemy go do końca bo spokojnie resztki wygrzebiemy palcem. Krem ten jest bardzo ale to bardzo wydajny. Jak go kupowałam to myślałam że taka ilość to na długo mi nie starczy ale pomyliłam się. Dziennie go używam a jego jakby nie ubywa. Niewielka ilość na opuszku palca nam wystarczy aby rozprowadzić kosmetyk na całej okolicy pod oczami. Krem nie uczula mnie, nie podrażnia, oczy mi nie łzawią. Nakładam go po kremie na noc. Rano wstaję z naprawdę dobrze nawilżoną skórą. Czuć to nie tylko na cerze ale też gdy dotkniemy tych okolic palcem to czuć taką delikatność i nawilżenie! Ogromny plus. Krem jest koloru pistacjowego trochę w kierunku żółtego, delikatnie pachnie ale szybko się zapach ulatnia.


W swoim składzie zawiera olej avocado, beta-karoten oraz masło shea. Jest dostępny w słoiczkach po 28 oraz 14ml. Ja kupiłam ten mniejszy słoiczek bo nie byłam pewna jak zareagują moje oczy a nie chciałam pieniędzy wyrzucić do koszta. Spokojnie możecie sięgnąć po mniejszą wersję bo starczy Wam na bardzo długo.
Krem ten mogę śmiało polecić. Jestem z niego bardzo zadowolona i pewnie wrócę do niego jak tylko będę miała taką możliwość. Teraz mogę napisać że rozumiem dlaczego było na niego takie bum jednak nie wierzę że nie ma innych kremów które też tak dobrze nawilżają naszą cerę w okolicach oczu. Tak więc wybaczcie że po raz setny a może i dwusetny czytacie o kremie z Kiehl's ale też chciałam dorzucić swoje zdanie na jego temat :)

Pozdrawiam Was,
A.

Moja opryszczka


Witajcie kochani,

Właśnie rozpoczynam pierwszy tydzień bez opryszczki. Zmagałam się z tym małym ale męczącym problemem od dwóch tygodni. Miałam w swoim życiu trzy razy opryszczkę ale tym razem pierwszy raz tak długo ale to z mojej winy. Dlaczego? Dowiecie się w dalszej części postu.
Teraz kilka faktów dotyczących opryszczki.

"Opryszczka zwykła lub opryszczka pospolita, potocznie zimno lub febra – choroba zakaźna wywołana przez wirusy HSV1 i HSV2.
Choroba ujawnia się w postaci powierzchownych zapalnych pęcherzyków uformowanych w skupiska, na granicy błony śluzowej jamy ustnej i warg, niekiedy wychodząc poza granicę rąbka czerwieni wargowej. Początkowo pęcherzyki są wypełnione treścią surowiczą, następnie ropną i w ciągu kilku dni pokrywają się strupami. Zwykle towarzyszy im lekkie pieczenie lub niewielka bolesność; niekiedy objawy te poprzedzają wystąpienie opryszczki o 2-3 dni. Czasem pęcherzyki mogą też wystąpić w okolicy otworów nosowych. Wykwity opryszczkowe pojawiają się zwykle w momencie osłabienia odporności komórkowej organizmu. Często występują przed ujawnieniem się objawów innej choroby lub w trakcie powrotu do zdrowia. Wysiew opryszczki wargowej może wystąpić również po ekspozycji na światło słoneczne (opalanie). U kobiet nawroty opryszczki wargowej mogą korelować z miesiączką."
[źródło:https://pl.wikipedia.org/wiki/Zakażenia_opryszczkowe] 


U mnie zawsze przez kilka dni jest problem z suchymi ustami a następnie czuję delikatne mrowienie w miejscu gdzie opryszczka powstanie. Wtedy wiem że już należy działać. Zawsze gdy czuje takie mrowienie naklejam już moje sprawdzone plasterki COMPEED. Leczenie mojej opryszczki za pomocą plasterków trwa max 4 dni. I mam spokój. Jednak tym razem skończyły mi się plasterki i pomyślałam skoro tak to kupię maść i spróbuję czegoś nowego. I to był mój błąd! Kupiłam ZOVIRAX a moja opryszczka to był koszmar. Nie dość ze cały czas mi leciała z niej ropa. pojawiały się strupy to jeszcze miałam ją tydzień ... Do tego wszystkiego przez kilka dni miałam małą bliznę która w końcu mi zeszła. Teraz już wiem że w takich sytuacjach skoro mam coś sprawdzonego to zawsze po to powinnam sięgać. Plasterki są dostępne w opakowaniu po 15 sztuk, sterylnie zapakowane. Ja zawsze kupuje całe pudełeczko ale możecie chyba też kupować na sztuki. Cena to ok 18 zł za pudełeczko. Plasterki naklejamy zaraz jak czujemy mrowienie ale jeśli nie zdążymy i opryszczka już się pojawi to nic nie szkodzi, plasterek też sobie z nią szybko poradzi. Plasterki są bardzo delikatne więc musicie ostrożnie je rozpakowywać i naklejać. Pamiętajcie że jeżeli dotkniecie plasterka zanim go przykleicie na odpowiednie miejsce to plasterek może się już dobrze nie przyklejać. Więc starajcie się go nie dotykać palcami. Teoretycznie plasterki są niewidoczne jednak wiadomo że to plaster i widać go odrobinę ale widać - dla mnie to nie jest problem bo zakładam że najważniejsze jest moje zdrowie a nie to co ktoś sobie myśli czy widzi mój plasterek. Problem jest też w czasie picia, napój Wam może podejść pod plaster i może się później odrobinę odklejać ale to nic bo i tak działa. 
Wiem też że jest dużo domowych sposobów na leczenie opryszczki np. z cebulą, czosnkiem, cytryną czy aloesem. Ja jednak nigdy nie eksperymentowałam z tymi rzeczami i jednak nie będę po nie sięgać gdyż wiem że najlepiej mi pomagają moje plasterki.
Pamiętajcie też by zawsze dokładnie umyć ręce zanim nakładacie jakikolwiek lek na opryszczkę. 
Warto pamiętać by nie pić z tego samego kubka, szklanki czy butelki z innymi ludźmi. Opryszczka jest zaraźliwa i możecie się nią zarazić drogą kropelkową. Nie dzielcie się z innymi ręcznikami czy sztućcami. Nie pozwalajcie by koleżanki używały Waszych błyszczyków, pomadek itp. To Wasze prywatne rzeczy i pilnujcie tego. 

Życzę Wam jednak byście nie musiały po nic leczniczego sięgać i żeby Was opryszczka nie dopadła! 

Cudownego czwartku,
A. 


Ps. Posyłam link do artykułu dotyczącego domowych sposobów na leczenie opryszczki. Może któraś z Was się skusi. KLIK