Clarins Natural Lip Perfector


Witajcie moi mili :)


Napiszę Wam dziś o moim ostatnim prezencie. Kupiłam sobie prezent dla samej siebie :) Fajne są takie prezenty, prawda? :) Dokładniej to kupiłam zestaw kosmetyków od marki Clarins w którym znajdowała się ładna kosmetyczka, krem na dzień pełnowymiarowy, format podróżny kremu na noc oraz błyszczyk/balsam do ust. Kremy te miałam już kiedyś w pełnowymiarowych słoiczkach i bardzo ale to bardzo je polubiłam a pisałam Wam o nich tutaj więc więcej o nich pisać raczej nie będę bo są to moje hiciory roku. Za to napiszę Wam o tym błyszczyku/balsamie o którym warto słów kilka napisać. Miałam na niego już kiedyś ochotę ale zawsze sceptycznie patrzę na kosmetyki które są popularne w sieci i które mają same pozytywne opinie. Ale że było to cudo w zestawie to innego wyjścia nie miałam bo przecież wyjąć tego nie mogłam. No i dobrze się składa bo nie żałuję że go mam.

Błyszczyk ten jest w ładnym opakowaniu, wygodnie się go aplikuje, ma bardzo przyjemny aplikator - jest to taki "puszek" który sunie po ustach w przyjemny sposób zostawiając na ustach odpowiednią ilość produktu który dokładnie nawilża, odżywia i upiększa nasze usta. 
W okresie jesienno- zimowym moje usta są często przesuszone i popękane a błyszczyk ten dzięki zawartości masła shea, dzikiego mango, rośliny skwalen, lukrecji, oraz oliwki bardzo dobrze mi te usta nawilża. Efekt jest natychmiastowy i ulga również.
Z racji tego że ma delikatny połysk (ja mam wersję 01, czyli taki ładny naturalny kolor) nadaje się do dziennego makijażu. Makijaż jest wtedy świeży z ładnymi, zdrowymi ustami.
Błyszczyk ten nie klei ust co jest dla mnie ogromnie ważne, nie lubię jak usta się kleją do siebie i są lepkie! Kupicie go za 79 zł i jest to 12 ml produktu. Ja mam 5 ml ale według mnie jest wydajny i na dość trochę mi starczy. Myślę że jeśli będę go używać na zmianę z moim równie ulubionym balsamem do ust od Neutrogeny to spokojnie starczy mi na połowę zimy. Czy kupię ponownie? Pewnie tak :) :)

Jutro już piątek a co za tym idzie weekend więc życzę Wam cudownego weekendu i wpadajcie na Instagram klik :)

Moje aktualne oczyszczanie twarzy


Witajcie :)

Pomyślałam dziś że napiszę Wam o moim aktualnym, podstawowym oczyszczaniu twarzy. Dawno takiego postu nie było więc czemu nie, prawda?

Tak więc zawsze zanim wezmę prysznic (niestety ale wanny nie posiadam) nasączam duże waciki płynem micelarnym, aktualnie płynem od marki Eveline i starannie zmywam mój makijaż. Bardzo się tu rozpisywać nie będę na temat tego płynu bo już kiedyś Wam o nim pisałam tutaj więc śmiało możecie sobie tam o nim poczytać. Nic się nie zmieniło od tamtego wpisu, płyn ten nadal lubię i jest to moje drugie opakowanie więc spisuje się świetnie. Zawsze wracam do czegoś co lubię.
Następny krok mojego codziennego oczyszczania (już pod prysznicem) to użycie żelu do mycia twarzy. I na ten czas jest to fizjologiczna pianka oczyszczająca z wodą termalną z La Roche Posay. I powiem Wam tak ... używam ją by używać ... Niestety ale nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Jest to produkt na pewno dla cer wrażliwych gdyż jest bardzo delikatny - dla mnie chyba za delikatny. Teoretycznie niczego złego mi nie zrobił ale też nie było takiego wiecie "o dobry produkt". Dla mnie zwykły przeciętniak do którego nie wrócę więcej tym bardziej że kosztuje ok 46 zł a na kolana nie powala. Co mogę więcej o tej piance napisać pachnie, delikatnie trochę pudrowo, nie jest to brzydki czy męczący zapach. Nie radzi sobie z całym makijażem, dwa razy chciałam iść na łatwiznę i pominąć krok z płynem micelarnym i pianka nie poradziła sobie. Na ręczniku został prawie cały makijaż. Na pewno nada się dla osób które szukają czegoś delikatnego i mają problematyczną cerę.

W czasie mycia twarzy żelem/pianką używam gąbkę Konjac i na ten czas jest to produkt marki YASUMI. Kiedyś wieki temu pisałam Wam że lubię tego typu gąbki i nic się nie zmieniło. Najczęściej sięgam po te marki YASUMI. Nie wiem czy jeszcze ktoś używa tego typu produktów w czasach elektrycznych szczoteczek ale ja naprawdę lubię te gąbeczki tym bardziej że mam świadomość tego że to 100% naturalny produkt który ma właściwości odżywcze. Zawiera 100% naturalnych włókien roślinnych, bogata w minerały i przeciwutleniacze a dodatkowo moja wzbogacona jest w aloes. Dodatkowo taka gąbeczka złuszcza, równoważy Ph skóry, nie podrażnia, pobudza mikrokrążenie, stymuluje przepływ krwi i pobudza powstawanie nowych komórek. Tak więc serdecznie Wam polecam, bardzo lubię, chętnie używam. A cena to 25 zł na cenie producenta. Ja wymieniam je tak co 3-4 miesiące.
Ostatnim etapem podstawowego oczyszczania twarzy w moim codziennym rytuale pielęgnacji to tonik. Często zmieniam toniki. Nie lubię wiecznie tych samych - nie wiem dlaczego. Tym razem gości u mnie różany tonik marki Evree który w składzie zawiera wodę różaną i kwas hialuronowy. Na początku byłam sceptycznie nastawiona gdyż nie lubię zapachu róży w kosmetykach ale pomyślałam "a co mi tam zaryzykuję." I ciesze się że zaryzykowałam ponieważ jestem bardzo zadowolona. Tonik stosuję na dwa sposoby albo rozpylam na wacik i przemywam nim twarz albo rozpylam na twarz i pozostawiam do wchłonięcia. Moja skóra po nim jest nawilżona, delikatna, świeża i miła w dotyku. Zapach róży nie jest ciężki w tym toniku, przyjemny i właściwie długo go nie czuć więc daje radę ;) Fajny produkt, wydajny w przyzwoitej cenie 15 zł za 200 ml produktu.
Myślę że za jakiś czas na pewno do niego wrócę.
Tyle jeśli chodzi o podstawowe, codzienne oczyszczanie :) A jak jest u Was?

Pozdrawiam Was serdecznie i udanego tygodnia :)
A.

GLAMGLOW MASK


Witajcie :)

Obiecałam sobie że póki nie zużyję wszystkich moich maseczek to nie kupię niczego nowego! No ale niestety nie udało mi się dotrzymać obietnicy i jakiś czas temu skusiłam się na maskę do twarzy która jest już dość znana w sieci a mianowicie GLAMGLOW Youth Mud Mask. Sama marka ma w swoim asortymencie wiele ciekawych produktów ale taki wielki show w polskim internecie zrobiły właśnie ich maski. Mamy do wyboru maskę rozświetlającą, maskę nawilżającą, dwa rodzaje maski oczyszczającej oraz maskę super robiącą wszystko (połączenie dwóch masek, nie wiem których). W każdym razie ja wybrałam maskę oczyszczającą w czarnym słoiczku. Zdecydowałam się na mały słoiczek czyli format podróżny bo nie byłam pewna czy moja cera z tą maską się polubią a wolę dmuchać na zimne. Maska kosztowała mnie 89 zł za 15 g. Uwaga - teraz w Sephora jest na nią promocja i mały słoiczek możecie kupić za 49,90 zł.  

Maski są w bardzo ładnych i rzucających się w oczy słoiczkach :) Typowo Hollywood klimat ;)
Mój mały słoiczek zawiera 15 g maski ale właściwie starcza na dość trochę gdyż maska jest wydajna. Wygodnie się ją rozprowadza po twarzy, zawiera kawałeczki zielonej herbaty, bardzo intensywnie, świeżo, przyjemnie pachnie. Nakładamy produkt na 10 minut i czekamy :) Pierwszy 5 minut bardzo maska szczypie i parzy w twarz. Na początku się przestraszyłam ale czytałam że to normalne. Po 10 minutach zmywamy a przy tym robimy sobie peeling gdyż maska zawiera w sobie małe, delikatne drobinki.
Ogólnie mam mieszane zdanie co do tej maski. Marketing im się udał bo jest wokół niej bardzo dużo szumu jak i wokół reszty ich masek. Maska faktycznie ładnie oczyszcza naszą twarz ale wiem baaa nawet jestem pewna że jest wiele masek nawet drogeryjnych które równie dobrze sobie radzą z oczyszczaniem naszej twarzy. Tak więc dokładnie oczyszcza, skóra jest delikatna i przyjemna w dotyku ale za tą cenę ... Hm ...
Duże opakowanie 50 g kosztuje 229 zł. Ja na pewno nie wrócę do tej maski bo nie podoba mi się to pieczenie, nie jest to dla mnie przyjemne to raz a dwa cena również mnie nie zachęca. Ciesze się że kupiłam małe pudełeczko i zużyje je na pół z narzeczonym bo dużego słoiczka bym nie zniosła. Maska mi się kojarzy z czymś przyjemnym, z relaksem, z odprężeniem a nie ze szczypaniem! Zrobicie jak uważacie :) Ja już nie kupię ale sami możecie z ciekawości spróbować ale naprawdę zacznijcie od małego słoiczka ;)

Dajcie znać jakie są Wasze wrażenia i czy kupiliście.



Pozdrawiam i cudownego tygodnia Wam życzę,
A.

CLINIQUE moisture surge


Witajcie,

Dość długo mnie tu nie było, prawda? :) Ale co Wam będę pisać ... zazwyczaj mnie tu nie ma z dwóch powodów a mianowicie albo nie mam czasu albo nie mam kosmetyków o których warto coś napisać. Nie będę recenzować każdej pomadki albo kremu do twarzy jaki mi wskoczy do kosmetyczki. Zresztą akurat kremy do twarzy najczęściej starczają mi na 3 miesiące. Nie mam tak jak inne blogerki które piszą recenzję kremu już na drugi dzień po tym jak go otrzymają. Ci którzy czytają mnie od dawna wiedzą że zanim umieszczę na moim blogu recenzję kosmetyku dokładnie go sprawdzam. Mój blog to miejsce w którym masz się poczuć miło, gdzie panuje ciepła i szczera atmosfera a nie miejsce reklamowe. Wszystko i nic ale ważne że jest i liczba obserwatorów się zgadza ;)
Dziś w ten jesienny, chłodny wieczór przychodzę do Was z serum/koncentratem do twarzy od marki CLINIQUE. Produkt ten kupiłam już jakiś czas temu. Zależało mi by kupić serum lub jakiś wzmacniacz pod krem który ładnie mnie nawilży i zredukuje ewentualne oznaki starzenia. Latka lecą a twarz ma się tylko jedną! Tak więc z ciekawości kupiłam właśnie ten w/w produkt. Nigdy wcześniej nic tej marki nie miałam więc tym bardziej zależało mi by coś od nich wypróbować.
Serum to jest w ładnej, przeźroczystej buteleczce z dozownikiem typu pompka a dodatkowo widzimy jaka ilość produktu nam ubywa gdyż na dole buteleczki jest plastik/ mechanizm który się przesuwa wraz z zużyciem produktu. Bardzo fajny pomysł bo mamy kontrolę nad tym ile mamy jeszcze kosmetyku i kiedy zacząć rozglądać się za nowym to raz a dwa mamy pewność że zużyjemy wszystko i nic nam gdzieś na spodzie czy po bokach opakowania nie zostanie. Pompka dozuję nam kosmetyk wielkości ziarna grochu. Ja na swoją twarz potrzebuje dwie/trzy takie pompki.
Serum to jest wydajne i dobrze się rozprowadza po twarzy. Tyle jeśli chodzi o sprawy "zewnętrzne".

Jeśli chodzi o działanie to z tego co dotychczas mogłam zaobserwować to, to że kosmetyk szybko się wchłania w naszą skórę, tworząc przez chwilę lepką warstwę na twarzy po czym całkowicie się wchłania. Napina moją skórę, ewidentnie to czuję przez pierwsze kilka minut po aplikacji. Później czuje to mniej ale czuje. Nie przeszkadza mi to, nie jest to bardzo wyczuwalne i jakieś męczące.
Bardzo ładnie kosmetyk ten nawilża naszą cerę. Stosuję go rano i wieczorami w połączeniu z dotychczasowymi kremami o których Wam pisałam już kawał czasu temu. Jestem bardzo zadowolona z niego. Mam ładnie nawilżoną  i sprężystą skórę, napiętą i w dodatku gładką w dotyku i ładnie wyglądającą. Zależało mi by po lecie i słońcu dobrze nawilżyć moją skórę twarz i przy pomocy tego serum i innych kosmetyków udało mi się to.
Gdzieś czytałam że z racji tego iż po aplikacji kosmetyk ten zostawia lekką, lepką warstwę na skórze to jest to też dobra baza pod makijaż. Szczerze mówiąc nie próbowałam ale jest to myśl i warto się przekonać czy i jak podkład współpracuje z tym koncentratem.
Dodam również że konsystencja jest wodnista, żelowa. Jest to produkt na bazie wody więc zbity i gęsty być nie może.
Za 48 ml produktu zapłacimy 119 zł.

Polecam go i pewnie do niego wrócę jeśli nie znajdę kolejnego, ciekawego i wartego zakupu produktu :)


Pozdrawiam Was i życzę cudownego weekendu :)

Przyjemniaczki


Witajcie kochani,


Pomyślałam że Warto dziś napisać o "Przyjemniaczkach" bo dość dawno nie zamieszczałam takiego postu a wiem że cieszy się zainteresowaniem z Waszej strony. Ostatni taki post zamieszczałam pod koniec stycznia a to już wieki temu... Styczniowy post o przyjemniaczkach znajdziecie tutaj, gdyby ktoś miał ochotę sobie poczytać.
Dziś mam dla Was produktu do makijażu oraz pielęgnacji i jeden lakier. Tak więc zacznijmy może od naszego rodzynka czyli lakier do paznokci od Sally Hansen Complete Salon Manicure z numerkiem 360 Plum's the Word. Kolorek bardzo przyjemny i gościł u mnie na paznokciach dłoni jak i stóp ostatnimi tygodniami. Ogólnie bardzo lubię lakiery od S. Hansen i jestem zawsze z nich zadowolona gdyż są wydajne, mają ładne krycie oraz są bardzo trwałe. Taki manicur spokojnie starczy Wam na tydzień. A że ja lubię odświeżać manicure to dla mnie tydzień to odpowiednio długi czas by mieć lakier na paznokciach. Lakier dostępny jest między innymi w Rossmanie w cenie 31,99zł. Także polecam go Wam bo warto.
Kolejny produkt to puder transparentny od GOSH a dokładnie Primer & Mattifying setting Powder Base & Poudre. Jest to kosmetyk 2 w 1. Czyli możemy go stosować jako produkt wykańczający nasz makijaż by utrwalić wszystko i zmatowić bo właśnie to jego mocna strona, matowi że ho ho albo możemy go zastosować jako bazę, primer przed nałożeniem pudru tu UWAGA mineralnego lub prasowanego. I co ja mogę o nim napisać. Jest to naprawdę matujący produkt. Byłam pod wrażeniem po jego zastosowaniu. Ogólnie ja nie mam problemu z błyszczeniem się skóry czy nadmiernym sebum ale kupiłam go dla ładnego wykończenia makijażu. Na pewno nada się dla osób które lubią mat, ja jednak lubię świeży, zdrowy blask i źle się czuję z tak zmatowionym makijażem. Nie mogę napisać o nim złego słowa bo jest i trwały i wydajny i robi dokładnie to co powinien jednak taki efekt matu nie jest dla mnie. Teraz to wiem na 100%. Pewnie zużyje go do końca jednak na pewno już do niego nie wrócę. Możecie go kupić za ok 55 zł.
Kolejne dwa produkty to miniatury które kiedyś dostałam w jakichś boxach. Pierwsza z miniatur to olejek do ciała marki KARMAMEJU raczej nie jest dostępna w Polsce. Jest to duńska marka która posiada w swoim asortymencie produkty o naturalnym składzie.
Kosmetyki są dość ciekawe, mają fajne składy. Mój olejek bardzo fajnie nawilża i pachnie orzeźwiająco- cytrusowo a w swoim składzie zawiera między innymi olejek z oliwek i migdałów. Koszt takiego produktu to jakieś 180 zł za 200ml. Generalnie produkt mi krzywdy nie zrobił, dość fajnie nawilżył ale za tą cenę bym go na pewno nie kupiła. Tak więc do wypróbowania jest ok ale na tym nasza przygoda się skończy.
Kolejna z miniatur to odżywka do włosów od marki ARTEGO. Milk Spray RAIN DANCE.
Kosmetyk jest wzbogacony o olejki tsubaki, arganowy, kamelii oraz proteiny jedwabiu. Przepięknie pachnie, niewielka ilość nam wystarczy żeby włosy pachniały przez cały dzień. A nawet i następny. Włosy się po nim ładnie rozczesują i błyszczą. Jestem zadowolona z tego mleczka. Wygodnie się je aplikuje poprzez spray. Za 75 ml zapłacimy jakieś 30 zł i do tego produktu akurat chętnie wrócę i kupię sobie pełnowymiarowe opakowanie. Polecam :)
Następny kosmetyk to również naturalny nawilżacz do ciała marki Love Me Green. Z certyfikatem ECO CERT. Kosmetyk ma za zadanie ujędrnić nasze ciało i wspomóc eliminację tłuszczu z komórek. W takie cuda nie wierzę i wierzyć nie będę. Krem ten ładnie nawilżył i to wszystko co mogę o nim powiedzieć. Ma specyficzny "naturalny" zapach który nie przypadł mi szczególnie do gustu. Za 30 ml produktu zapłacimy jakieś 4 euro. Miałam okazję go poznać ale również nie wrócę do kosmetyku.
Będąc ostatnio na zakupach w końcu udało mi się kupić spray do stóp o którym kiedyś wspominała na YouToube Maxineczka. Chodzi o spray nawilżający do stóp marki EVREEE. Jest to bardzo wygodny sposób by dziennie dbać o swoje stopy. Czasem nam się nie chcę wsmarowywać kremu a tu z łatwością dwa razy psikniemy i stopy pięknie nawilżone. Jest to genialne rozwiązanie i jestem z tego produktu bardzo zadowolona. Nie dość że aplikacja jest wygodna to sam kosmetyk spełnia swoje zadanie gdyż ładnie nawilża nam stopy i czuć po nim odprężenie i ulgę. Chętnie po niego będę sięgać i Wam również polecam. Koszt to jakieś 13 zł za 150 ml produktu. Zaznaczę że kosmetyk jest wydajny gdyż dwa psiknięcia spokojnie wystarczą by dokładnie nawilżyć stopę ;)
Dwa kolejne kosmetyki to produkty których używam do nawilżania mojego ciała. Pierwszy z nich to masło do ciała od THE BODY SHOP o przepięknym zapachu. Masło to genialnie nawilża skórę a nawilżenie się utrzymuje przez całą noc i kolejny następny dzień także mega! Do tego super pachnie i jest wydajne. Koszt to jakieś 80 zł za 200 ml produktu. Bardzo lubię kosmetyki TBS i kolejny raz się nie zawiodłam. Następny z nawilżaczy to krem do ciała 100% aloes marki TABAIBALOE. Marka jest mi zupełnie obca, krem ten dostałam od znajomej. W każdym razie jest dostępny w sieci więc można bez problemu kupić. Genialnie nawilża i bardzo ładnie pachnie. Koszt to 9 euro. Całkiem spoko jak na efekt jaki daje. Polecam :)
I ostatni już kosmetyk to żel pod prysznic od marki NUXE. Kupiłam go bo był na promocji a akurat potrzebowałam żelu pod prysznic. W normalnej cenie kosztuje 38 zł za 200 ml kosmetyku. Gdyby nie był na promocji to na pewno bym go nie kupiła. Jest to żel nie zawierający mydła, niezwykle delikatny i przyjemny. Bardzo ładnie, kojąco pachnie, czuć migdały. Spełnia swoje zadanie ale za 38 zł szału nie ma. Tak więc nie wrócę do niego ;) Zresztą kto kupuje żele pod prysznic za 38 zł :D :D :D haha ;)

I o to tym żarcikiem kończę pisanie na temat przyjemniaczków. Tyle na dziś ;) Mam nadzieję że dobrze się Wam czytało i że może się na coś skusicie. Na 100% polecam ten spray do stóp od EVREE! Reszta to już według Waszych upodobań, potrzeb i zawartości portfela.

Cudownego, nowego tygodnia!
A.