Moja przygoda z Semilac


Witajcie,


Opowiem Wam dziś jak to u mnie pojawiły się hybrydy :) Ale po kolei ... Dokładnie 7 lat temu gdy za "moich czasów" były modne paznokcie żelowe i tzw. tipsy, zakupiłam sobie lampę, zestaw startowy i całą masę ozdób i przeróżnych dodatków. Moda trwała a ja nabywałam umiejętności z tym że robiłam paznokcie tylko sobie i mojej mamie gdyż byłam samoukiem. Nie miałam żadnych kursów ani papierów na moje umiejętności. Nie lubię jak ktoś coś robi przy moich paznokciach bo jestem przysłowiową "Zosią samosią". Tak jak ja sobie zrobię tak mi nikt nie zrobi - wiecie o co chodzi ;) więc dlatego kupiłam wszystko i robiłam sama. Po trzech latach szaleństw paznokcie żelowe mi się znudziły, postanowiłam że kładę nacisk na naturalność i będę miała swoją, zadbaną płytkę paznokciową. I tak też zrobiłam. Zainwestowałam w przeróżne odżywki do paznokci. O niektórych pisałam Wam też na blogu. I przez pewien czas faktycznie miałam zdrowe, ładne paznokcie ale za nic w świecie nie umiałam ich zapuścić a jak już mi się trochę udało to zaraz mi tak pękały że musiałam znowu obcinać. Przykra sprawa kiedy czegoś chcesz a nie masz ;)
Później weszły hybrydy ale ja długo się zarzekałam że ich mieć nie będę bo doprowadziłam moje paznokcie do ładu i składu i niech jest tak jak zostanie. Długo zapierałam się rękami i nogami ale między czasie obserwowałam piękne paznokcie koleżanek na Instagramie czy Blogach! Żal mi było ale twardo żyłam w postanowieniu że NIE i koniec. Do czasu ... dokładnie do września tego roku.


Będąc w Polsce w końcu dałam się namówić, ponieść fantazji i zakupiłam zestaw startowy z SEMILAC do tego dwa dodatkowe kolory. Pomyślałam "Ach dobra ... spróbuję". I ciesze się że w końcu coś we mnie pękło i kupiłam hybrydy :) Teraz mam ładne paznokcie o takiej długości o jakiej marzyłam. Mogę kombinować z kolorami czy ozdobami. Oczywiście znowu się uczę, próbuję i analizuję ale jestem na dobrej drodze. Dłonie z ładnym kształtem i kolorem paznokci wyglądają naprawdę elegancko i ładnie. Więc jeśli się jeszcze zastanawiasz to nie trać czasu tylko idź i kup zestaw startowy do hybryd i czaruj z nich piękne paznokcie.


Manicure hybrydowy do trudnych nie należy, wystarczy nauczyć się kilku zasad ale to wszystko spokojnie znajdziesz na YouToube. Inspiracje również znajdziesz tam lub na Instagramie czy gdzieś w sieci. Ja zdecydowałam się na Semilac bo dużo osób go używa i sobie chwali a ja chciałam postawić na dobre produkty do których na starcie się nie zrażę.
Mój zestaw startowy kupiłam stacjonarnie ale równie dobrze możesz kupić ich rzeczy na stronie internetowej producenta. Mój zestaw kosztował 129 zł a w jego skład wchodzi lampa LED 6W, Baza, Top i 3 kolory hybryd i to wszystko w pojemności 3 ml. Do tego Cleaner i Remover w pojemności 50 ml, pilnik do paznokci i striper do zdrapywania hybryd. Z całości jestem zadowolona ale mam dwie uwagi otóż powinien w zestawie znajdować się również blok polerski do zmatowienia płytki paznokcia oraz kolory powinny być nieco neutralne bo te w zestawie mi się nie podobają ale to akurat rzecz gustu. Najważniejszy ten blok polerski który uważam być powinien. Na stronie producenta jest cała masa lakierów hybrydowych i na pewno znajdziecie coś dla siebie.
Szczerze Wam polecam i pewnie od czasu do czasu Wam będę wrzucać zdjęcia moich paznokci i efektów nauki - tu albo na Instagramie :)

Kochani,
Cudownego, nowego tygodnia!
A.

Clarins Natural Lip Perfector


Witajcie moi mili :)


Napiszę Wam dziś o moim ostatnim prezencie. Kupiłam sobie prezent dla samej siebie :) Fajne są takie prezenty, prawda? :) Dokładniej to kupiłam zestaw kosmetyków od marki Clarins w którym znajdowała się ładna kosmetyczka, krem na dzień pełnowymiarowy, format podróżny kremu na noc oraz błyszczyk/balsam do ust. Kremy te miałam już kiedyś w pełnowymiarowych słoiczkach i bardzo ale to bardzo je polubiłam a pisałam Wam o nich tutaj więc więcej o nich pisać raczej nie będę bo są to moje hiciory roku. Za to napiszę Wam o tym błyszczyku/balsamie o którym warto słów kilka napisać. Miałam na niego już kiedyś ochotę ale zawsze sceptycznie patrzę na kosmetyki które są popularne w sieci i które mają same pozytywne opinie. Ale że było to cudo w zestawie to innego wyjścia nie miałam bo przecież wyjąć tego nie mogłam. No i dobrze się składa bo nie żałuję że go mam.

Błyszczyk ten jest w ładnym opakowaniu, wygodnie się go aplikuje, ma bardzo przyjemny aplikator - jest to taki "puszek" który sunie po ustach w przyjemny sposób zostawiając na ustach odpowiednią ilość produktu który dokładnie nawilża, odżywia i upiększa nasze usta. 
W okresie jesienno- zimowym moje usta są często przesuszone i popękane a błyszczyk ten dzięki zawartości masła shea, dzikiego mango, rośliny skwalen, lukrecji, oraz oliwki bardzo dobrze mi te usta nawilża. Efekt jest natychmiastowy i ulga również.
Z racji tego że ma delikatny połysk (ja mam wersję 01, czyli taki ładny naturalny kolor) nadaje się do dziennego makijażu. Makijaż jest wtedy świeży z ładnymi, zdrowymi ustami.
Błyszczyk ten nie klei ust co jest dla mnie ogromnie ważne, nie lubię jak usta się kleją do siebie i są lepkie! Kupicie go za 79 zł i jest to 12 ml produktu. Ja mam 5 ml ale według mnie jest wydajny i na dość trochę mi starczy. Myślę że jeśli będę go używać na zmianę z moim równie ulubionym balsamem do ust od Neutrogeny to spokojnie starczy mi na połowę zimy. Czy kupię ponownie? Pewnie tak :) :)

Jutro już piątek a co za tym idzie weekend więc życzę Wam cudownego weekendu i wpadajcie na Instagram klik :)

Moje aktualne oczyszczanie twarzy


Witajcie :)

Pomyślałam dziś że napiszę Wam o moim aktualnym, podstawowym oczyszczaniu twarzy. Dawno takiego postu nie było więc czemu nie, prawda?

Tak więc zawsze zanim wezmę prysznic (niestety ale wanny nie posiadam) nasączam duże waciki płynem micelarnym, aktualnie płynem od marki Eveline i starannie zmywam mój makijaż. Bardzo się tu rozpisywać nie będę na temat tego płynu bo już kiedyś Wam o nim pisałam tutaj więc śmiało możecie sobie tam o nim poczytać. Nic się nie zmieniło od tamtego wpisu, płyn ten nadal lubię i jest to moje drugie opakowanie więc spisuje się świetnie. Zawsze wracam do czegoś co lubię.
Następny krok mojego codziennego oczyszczania (już pod prysznicem) to użycie żelu do mycia twarzy. I na ten czas jest to fizjologiczna pianka oczyszczająca z wodą termalną z La Roche Posay. I powiem Wam tak ... używam ją by używać ... Niestety ale nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Jest to produkt na pewno dla cer wrażliwych gdyż jest bardzo delikatny - dla mnie chyba za delikatny. Teoretycznie niczego złego mi nie zrobił ale też nie było takiego wiecie "o dobry produkt". Dla mnie zwykły przeciętniak do którego nie wrócę więcej tym bardziej że kosztuje ok 46 zł a na kolana nie powala. Co mogę więcej o tej piance napisać pachnie, delikatnie trochę pudrowo, nie jest to brzydki czy męczący zapach. Nie radzi sobie z całym makijażem, dwa razy chciałam iść na łatwiznę i pominąć krok z płynem micelarnym i pianka nie poradziła sobie. Na ręczniku został prawie cały makijaż. Na pewno nada się dla osób które szukają czegoś delikatnego i mają problematyczną cerę.

W czasie mycia twarzy żelem/pianką używam gąbkę Konjac i na ten czas jest to produkt marki YASUMI. Kiedyś wieki temu pisałam Wam że lubię tego typu gąbki i nic się nie zmieniło. Najczęściej sięgam po te marki YASUMI. Nie wiem czy jeszcze ktoś używa tego typu produktów w czasach elektrycznych szczoteczek ale ja naprawdę lubię te gąbeczki tym bardziej że mam świadomość tego że to 100% naturalny produkt który ma właściwości odżywcze. Zawiera 100% naturalnych włókien roślinnych, bogata w minerały i przeciwutleniacze a dodatkowo moja wzbogacona jest w aloes. Dodatkowo taka gąbeczka złuszcza, równoważy Ph skóry, nie podrażnia, pobudza mikrokrążenie, stymuluje przepływ krwi i pobudza powstawanie nowych komórek. Tak więc serdecznie Wam polecam, bardzo lubię, chętnie używam. A cena to 25 zł na cenie producenta. Ja wymieniam je tak co 3-4 miesiące.
Ostatnim etapem podstawowego oczyszczania twarzy w moim codziennym rytuale pielęgnacji to tonik. Często zmieniam toniki. Nie lubię wiecznie tych samych - nie wiem dlaczego. Tym razem gości u mnie różany tonik marki Evree który w składzie zawiera wodę różaną i kwas hialuronowy. Na początku byłam sceptycznie nastawiona gdyż nie lubię zapachu róży w kosmetykach ale pomyślałam "a co mi tam zaryzykuję." I ciesze się że zaryzykowałam ponieważ jestem bardzo zadowolona. Tonik stosuję na dwa sposoby albo rozpylam na wacik i przemywam nim twarz albo rozpylam na twarz i pozostawiam do wchłonięcia. Moja skóra po nim jest nawilżona, delikatna, świeża i miła w dotyku. Zapach róży nie jest ciężki w tym toniku, przyjemny i właściwie długo go nie czuć więc daje radę ;) Fajny produkt, wydajny w przyzwoitej cenie 15 zł za 200 ml produktu.
Myślę że za jakiś czas na pewno do niego wrócę.
Tyle jeśli chodzi o podstawowe, codzienne oczyszczanie :) A jak jest u Was?

Pozdrawiam Was serdecznie i udanego tygodnia :)
A.

GLAMGLOW MASK


Witajcie :)

Obiecałam sobie że póki nie zużyję wszystkich moich maseczek to nie kupię niczego nowego! No ale niestety nie udało mi się dotrzymać obietnicy i jakiś czas temu skusiłam się na maskę do twarzy która jest już dość znana w sieci a mianowicie GLAMGLOW Youth Mud Mask. Sama marka ma w swoim asortymencie wiele ciekawych produktów ale taki wielki show w polskim internecie zrobiły właśnie ich maski. Mamy do wyboru maskę rozświetlającą, maskę nawilżającą, dwa rodzaje maski oczyszczającej oraz maskę super robiącą wszystko (połączenie dwóch masek, nie wiem których). W każdym razie ja wybrałam maskę oczyszczającą w czarnym słoiczku. Zdecydowałam się na mały słoiczek czyli format podróżny bo nie byłam pewna czy moja cera z tą maską się polubią a wolę dmuchać na zimne. Maska kosztowała mnie 89 zł za 15 g. Uwaga - teraz w Sephora jest na nią promocja i mały słoiczek możecie kupić za 49,90 zł.  

Maski są w bardzo ładnych i rzucających się w oczy słoiczkach :) Typowo Hollywood klimat ;)
Mój mały słoiczek zawiera 15 g maski ale właściwie starcza na dość trochę gdyż maska jest wydajna. Wygodnie się ją rozprowadza po twarzy, zawiera kawałeczki zielonej herbaty, bardzo intensywnie, świeżo, przyjemnie pachnie. Nakładamy produkt na 10 minut i czekamy :) Pierwszy 5 minut bardzo maska szczypie i parzy w twarz. Na początku się przestraszyłam ale czytałam że to normalne. Po 10 minutach zmywamy a przy tym robimy sobie peeling gdyż maska zawiera w sobie małe, delikatne drobinki.
Ogólnie mam mieszane zdanie co do tej maski. Marketing im się udał bo jest wokół niej bardzo dużo szumu jak i wokół reszty ich masek. Maska faktycznie ładnie oczyszcza naszą twarz ale wiem baaa nawet jestem pewna że jest wiele masek nawet drogeryjnych które równie dobrze sobie radzą z oczyszczaniem naszej twarzy. Tak więc dokładnie oczyszcza, skóra jest delikatna i przyjemna w dotyku ale za tą cenę ... Hm ...
Duże opakowanie 50 g kosztuje 229 zł. Ja na pewno nie wrócę do tej maski bo nie podoba mi się to pieczenie, nie jest to dla mnie przyjemne to raz a dwa cena również mnie nie zachęca. Ciesze się że kupiłam małe pudełeczko i zużyje je na pół z narzeczonym bo dużego słoiczka bym nie zniosła. Maska mi się kojarzy z czymś przyjemnym, z relaksem, z odprężeniem a nie ze szczypaniem! Zrobicie jak uważacie :) Ja już nie kupię ale sami możecie z ciekawości spróbować ale naprawdę zacznijcie od małego słoiczka ;)

Dajcie znać jakie są Wasze wrażenia i czy kupiliście.



Pozdrawiam i cudownego tygodnia Wam życzę,
A.

CLINIQUE moisture surge


Witajcie,

Dość długo mnie tu nie było, prawda? :) Ale co Wam będę pisać ... zazwyczaj mnie tu nie ma z dwóch powodów a mianowicie albo nie mam czasu albo nie mam kosmetyków o których warto coś napisać. Nie będę recenzować każdej pomadki albo kremu do twarzy jaki mi wskoczy do kosmetyczki. Zresztą akurat kremy do twarzy najczęściej starczają mi na 3 miesiące. Nie mam tak jak inne blogerki które piszą recenzję kremu już na drugi dzień po tym jak go otrzymają. Ci którzy czytają mnie od dawna wiedzą że zanim umieszczę na moim blogu recenzję kosmetyku dokładnie go sprawdzam. Mój blog to miejsce w którym masz się poczuć miło, gdzie panuje ciepła i szczera atmosfera a nie miejsce reklamowe. Wszystko i nic ale ważne że jest i liczba obserwatorów się zgadza ;)
Dziś w ten jesienny, chłodny wieczór przychodzę do Was z serum/koncentratem do twarzy od marki CLINIQUE. Produkt ten kupiłam już jakiś czas temu. Zależało mi by kupić serum lub jakiś wzmacniacz pod krem który ładnie mnie nawilży i zredukuje ewentualne oznaki starzenia. Latka lecą a twarz ma się tylko jedną! Tak więc z ciekawości kupiłam właśnie ten w/w produkt. Nigdy wcześniej nic tej marki nie miałam więc tym bardziej zależało mi by coś od nich wypróbować.
Serum to jest w ładnej, przeźroczystej buteleczce z dozownikiem typu pompka a dodatkowo widzimy jaka ilość produktu nam ubywa gdyż na dole buteleczki jest plastik/ mechanizm który się przesuwa wraz z zużyciem produktu. Bardzo fajny pomysł bo mamy kontrolę nad tym ile mamy jeszcze kosmetyku i kiedy zacząć rozglądać się za nowym to raz a dwa mamy pewność że zużyjemy wszystko i nic nam gdzieś na spodzie czy po bokach opakowania nie zostanie. Pompka dozuję nam kosmetyk wielkości ziarna grochu. Ja na swoją twarz potrzebuje dwie/trzy takie pompki.
Serum to jest wydajne i dobrze się rozprowadza po twarzy. Tyle jeśli chodzi o sprawy "zewnętrzne".

Jeśli chodzi o działanie to z tego co dotychczas mogłam zaobserwować to, to że kosmetyk szybko się wchłania w naszą skórę, tworząc przez chwilę lepką warstwę na twarzy po czym całkowicie się wchłania. Napina moją skórę, ewidentnie to czuję przez pierwsze kilka minut po aplikacji. Później czuje to mniej ale czuje. Nie przeszkadza mi to, nie jest to bardzo wyczuwalne i jakieś męczące.
Bardzo ładnie kosmetyk ten nawilża naszą cerę. Stosuję go rano i wieczorami w połączeniu z dotychczasowymi kremami o których Wam pisałam już kawał czasu temu. Jestem bardzo zadowolona z niego. Mam ładnie nawilżoną  i sprężystą skórę, napiętą i w dodatku gładką w dotyku i ładnie wyglądającą. Zależało mi by po lecie i słońcu dobrze nawilżyć moją skórę twarz i przy pomocy tego serum i innych kosmetyków udało mi się to.
Gdzieś czytałam że z racji tego iż po aplikacji kosmetyk ten zostawia lekką, lepką warstwę na skórze to jest to też dobra baza pod makijaż. Szczerze mówiąc nie próbowałam ale jest to myśl i warto się przekonać czy i jak podkład współpracuje z tym koncentratem.
Dodam również że konsystencja jest wodnista, żelowa. Jest to produkt na bazie wody więc zbity i gęsty być nie może.
Za 48 ml produktu zapłacimy 119 zł.

Polecam go i pewnie do niego wrócę jeśli nie znajdę kolejnego, ciekawego i wartego zakupu produktu :)


Pozdrawiam Was i życzę cudownego weekendu :)